Szczerbowski, Uklański, HerbertJeżeli ktoś sądzi, że rzeźba w kamieniu umarła to jest w dużym błędzie. Nadal znajdują się artyści, którzy decydują się na tę, tak trudną i wymagającą dużego kunsztu technikę. W małym salonie Zachęty możemy oglądać wykutą w marmurze pracę Wenus bez właściwości autorstwa Roberta Szczerbowskiego. Nie o marmur jednak w niej chodzi, lecz o cały szereg odniesień, skojarzeń i konotacji ze sztuką dawną i nowszą, zbyt uczonych by się tu w nie zagłębiać. Tym co przekonuje do jego prac jest uczucie zaskoczenia jakie budzą niezależnie od swych głębszych sensów. A także szereg pytań, które muszą pozostać bez odpowiedzi, jak choćby: do czego może służyć manekin krawiecki zrobiony z marmuru? Na wystawie znalazła się też druga praca, która najbardziej przypomina zwierciadło Twardowskiego przechowywane w zakrystii kościoła w Węgrowie. Czy na tym ma polegać magia sztuki? Londyński artysta Piotr Uklański, który dał się poznać w Warszawie jako autor mozaiki z tłuczonych talerzyków, zdobiącej w ubiegłym roku fasadę ,,Smyka'', przedstawił także w Zachęcie fryz złożony z fotografii aktorów grających hitlerowców zatytułowany po prostu ,,Naziści''. Uklański jest jednym z dzieci Warhola, które zamiast studiować psychologię, socjologię, nauki polityczne i Bóg wie co jeszcze na własną rękę rozprawiają się ze współczesną kulturą masową. Coś z nią jest chyba nie w porządku, skoro ,,blond bestia'' do tego stopnia zawładnęła wyobraźnią twórców filmów. A może padliśmy po prostu ofiarą stronniczego doboru materiałów? Czy sztuka dzisiejsza nie jest w końcu także sztuką manipulacji? W końcu, gdy robi się film o II wojnie światowej trudno nie pokazać jej głównych aktorów. Poza tym, czy oni wszyscy naprawdę są tak cholernie przystojni? Sprawdźcie sami. Jeżeli będziecie uważni odnajdziecie także zaplątane między powojenne fotosy jedno zdjęcie z filmu ,,Hitlerjunge Quex'' (1933 rok!). W podpisie został on określony jako ,,film reklamowy''! Ciekawe co mógł reklamować chłopiec z Hitlerjugend? Nowe mydło? Ale Zachęta w listopadzie to przede wszystkim wielka wystawa światowej sztuki odchodzącego wieku. Każdy kto chce ją zwiedzić powinien w pierwszej sali zaopatrzyć się w kartki z notami o autorach, bo w poszczególnych salach nie ma o nich, ani o ich dziełach żadnej informacji. W sali z rysunkami Beuysa nie ma nawet podpisów. Wystawa jest imponująca i można by jej poświęcić kilka poważnych artykułów. Nie myślcie przy tym, że jeżeli zna się pokazywanych na niej twórców z albumów można ją sobie darować. Nieprawda. Żaden album nie odda faktury obrazów Kandinskiego, ani nie zastąpi obcowania twarzą w twarz z dziełami Bacona. Swoją drogą płacąc taką kasę za bilet można by oczekiwać przynajmniej jakiegoś małego folderu z kilkoma reprodukcjami, a tu tylko kilka kartek odbitych na ksero, co prawda na kolorowym papierze. ''...to my jesteśmy ubodzy, bardzo ubodzy. Znakomita większość sztuki współczesnej opowiada się po stronie chaosu, gestykuluje w pustce, mówi o historii swojej własnej, jałowej duszy.'' Tak pisał Zbigniew Herbert. I warto chyba na własną rękę zweryfikować jego sąd w obliczu dzieł ,,dziesięciu najwybitniejszych'' (swoją drogą cóż by to miało znaczyć, w końcu między sportem a sztuką istnieje subtelna różnica) artystów XX wieku. Herbertowi właśnie poświęcona jest wystawa zorganizowana przez Muzeum Literatury ,,Zbigniew Herbert. Epilog burzy''. Co by nie mówić dostarcza ona wrażeń zupełnie odmiennych. Każdy pokazany przedmiot wydaje się tam być na miejscu i każdy pobudza wyobraźnię. Stare zdjęcia rodzinne zawsze są interesujące, co dopiero w przypadku osobowości tej miary co Herbert. Poruszają najzwyklejsze dokumenty: niemieckie ausweisy, powojenne dyplomy uniwersyteckie i listy, takie jak ten z 1954 roku do Henryka Elzenberga, w którym Herbert pisze że w ramach walki z chuligaństwem został skazany na opuszczenie Warszawy. Udało mu się uchronić przed tym wyrokiem podejmując pracę projektanta w ,,Torfprojekcie''. Z tej epoki też jest dokument: usprawiedliwienie 12-minutowego spóźnienia. Nie będę cytował żeby nie zepsuć Wam zabawy (?!). Herbert miał niezwykły charakter pisma. Tak drobny, że właściwie na granicy czytelności. Bez lupy czasem trudno odróżnić poszczególne litery. Największą atrakcją wystawy są nigdy niepublikowane jego rysunki. Wiekszość to szkice z podróży. Widoki Grecji, albo twarze napotykane w holenderskich obrazach. Można powiedzieć, że amatorskie, ale jak świadoma i precyzyjna jest cienka linia rysująca kontury domów i wzgórz, podążająca wzdłuż horyzontu! Do tego oczywiście mnóstwo wydawnictw. Cytuję tylko jedno zdanie z okładki pisma z 1994 roku, cały czas niestety aktualne: ,,Obawiam się, że teraz zidiociejemy.'' Wszyscy, którzy lubią jego wiersze muszą to zobaczyć 2002-02-12 | |