Meandry cielesnościRację ma zapewne Wolfgang Welsch gdy mówi, że artysta w dzisiejszych czasach gwałtownego rozwoju sfery elektronicznych mediów powinien stać się adwokatem ciała, ociężałości, materialności. Cielesność w sztuce byłaby zatem swego rodzaju odtrutką, anty-ciałem jakie wytwarza organizm kultury, by zwalczać szkodliwe efekty współczesnej cywilizacji. Inny punkt widzenia zaprezentowali twórcy wystawy w Zamku Ujazdowskim. Wydaje się, że pragnieniem większości z nich było ukazanie uzależnienia ciała od pewnych "totalitarnych" uwarunkowań. Niestety, pomimo udziału dwunastu artystów, trudno uznać to ambitne przedsięwzięcie za udane. Jest coś przewrotnego w pomyśle zaprezentowania wystawy "Anty-Ciała" w kilku miastach byłych republik Związku Radzieckiego. Popularne, być może głęboko niesprawiedliwe, przekonanie każe sądzić, że w miarę przesuwania się coraz bardziej na Wschód ludzkie życie staje się coraz mniej ważne, co z przejawia się rzecz jasna w stosunku do ciała. Wystawa z Polski, a więc kraju zachodniego będzie prezentować prace, w których można odnaleźć ślady rozmaitych postaw wobec ludzkiego ciała, z jednym wyjątkiem - postawy szacunku. Być może zresztą dzieła nią inspirowane nie byłyby specjalnie interesujące, w końcu jest ona tak bardzo rozpowszechniona, że zaczyna być to nudne, n-est-c'pas? A jest przecież tyle innych możliwości! Nie wiąże się to bynajmniej z odrzuceniem cielesności. Jak stwierdził Kazimierz Piotrowski w dyskusji z artystami biorącymi udział w wystawie[1], nie chodziło w niej o negację ciała w ascezie lecz o ścieranie się kontekstów, w których ciało występuje. Robert Rumas mówił wręcz o dwunastu sposobach afirmacji ciała przez jej uczestników, co wydaje się jednak pewną przesadą. Być może o wiele ciekawsze od głosów krytyków polskich , mogą okazać się recenzje zagraniczne, jeżeli dojdzie do transportu tej wystawy na Wschód. Pewne zamieszanie, jakie wywołała ona w Polsce nie zaowocowało jeszcze wnikliwszymi analizami. Być może zresztą nie będzie ich zbyt wiele bowiem wystawa mimo wielkich ambicji przedstawienia zjawisk łączących się z dzisiejszym zainteresowaniem ciałem w sztuce rozczarowuje. Zbyt wiele pokazano prac wtórnych i niewiele nowego wnoszących, wygląda na to że twórcy tacy jak Klaman i Libera zdążyli stać się swego rodzaju klasykami, których naśladują dość nieporadnie inni. Ciało człowieka zwłaszcza dla Klamana istnieje jako obiekt totalitarnych zabiegów2. I choć jego prace nie są już dziełami sztuki lecz po prostu sarkofagami , a raczej fantazyjnymi pojemnikami zawierającymi ludzkie szczątki, to jego uporczywa walka z przejawami totalitarnej kontroli budzi szacunek. Jest on być może jedynym artystą w Polsce będącym spadkobiercą zarówno etosu "Solidarności" jak i tradycji Undergroundu. Niewątpliwym dziełem sztuki jest natomiast praca Zbigniewa Libery. Zestaw do ćwiczeń kulturystycznych do lat 7 został wykonany z niebywałą troską o najdrobniejsze szczegóły. Gotowi jesteśmy uwierzyć, że niedługo takie zestawy pojawią się w sklepach. Towarzysząca plansza z małym Muskelmannem groteskowo obdartym ze skóry, ale mimo to prezentującym swoje wspaniałe mięśnie, pogłębia iluzję. Libera robi sztukę dziecięcą w czym łączy się z Michaelem Jacksonem (działania tego drugiego chyba najlepiej współgrają z panującym trendem kultury światowej mającym na celu obniżenie wieku inicjacji seksualnej i przywrócenia sytuacji jaka panowała z grubsza rzecz biorąc przed połową XII wieku). Wystawa wywołała coś w rodzaju dyskusji pomiędzy "estetami" z "Gazety Wyborczej" i "Respubliki Nowej" a organizatorami i ich stronniczkami, które dość histerycznie zareagowały na całkiem w końcu zrozumiałą niechęć do oglądania rzeczy ze swej natury nieprzyjemnych. 1 Audycja w programie II Polskiego Radia 02.08 - 03.08.1995 godz. 19.00. 2 ibidem. | |