Spotkano się aby rozmawiać o tym, co najbardziej dzieliło w tych czasach ludzi mówiących o sztuce. Wielu malarzy nie mogąc zdobyć pieniędzy za swoje obrazy poszło na służbę kupców, którzy już od ponad dwustu lat wykorzystywali ich talent dla sprzedaży oferowanych przez siebie produktów. Wielu artystów straciło nadzieję, że uda im się kiedykolwiek stworzyć dzieło, bo cały swój czas i wysiłek przeznaczali na zachęcanie do kupowania mydła. Ci, którzy wierzyli w sztukę często bronili się przed sprzedażą swoich umiejętności, wiedząc że nie dane im będzie decydować o tym, jaki z ich produktów ujrzy światło dzienne. Kupcy czując swoje osamotnienie sami zaczęli głosić, że to co zamawiają jest sztuką i że nie potrzebują w tej sprawie sądu innych. W głębi duszy czuli jednak niepewność. Aśram Anavim zebrał się by przywrócić wszystkim nadzieję.

Jezioro na dziedzińcu Zamku Królewskiego odbijało deszczowe chmury. Stojące dookoła kamienie, będące swoimi własnymi nagrobkami oblekły się w białe całuny. Na środku jeziora, na krześle siedział człowiek ze starą walizką, która unosiła się na falach. Jego głowę zakrywał podobny całun. Czytał starą książkę, rzucając do wody wyciągane z kieszeni kamyki. Tak zaczynało się spotkanie Aśramu Anavim na Zamku.

Janusz Bogucki już po raz drugi poświęca osobne spotkanie reklamie i sztuce, nie jest wykluczone, że nie po raz ostatni.

Trudno wymienić wszystkie atrakcje jakie przygotowali gospodarze. Spotkanie trwało ponad sześć godzin, lecz nikt z tych, którzy dotrwali do końca na pewno się nie nudził. Był performance Jerzego Kaliny "Porwanie Europy" w trak cie którego Europa została uwieziona w nieznanym kierunku przez wielki biały, amerykański samochód, był koncert muzyki cerkiewnej, spektakl teatru Joanny Lothe i Piotra Lachmanna, opera Mozarta, pokaz mody, ale tym co pozostawi zapewne najtrwalszy ślad była dyskusja na temat reklamy, jej źródeł i jej miejsca w dzisiejszym życiu w Polsce. Znamienne, że rozpoczął ją opat benedyktynów tynieckich, ojciec Adam Kozłowski. Według niego należy tak jak święty Benedykt żyć zgodnie ze swoim czasem, ale zarazem trzeba starać się nie zostać przez ten czas pochłoniętym.

Dyskusję na temat reklamy przerywały nieoczekiwane wydarzenia. W trakcie wystąpienia poświęconego historii telegrafu wiszący nad zgromadzonymi Obłok Niewiedzy zaczął się powoli opuszczać w dół, do momentu gdy prawie dotknął głów zebranych dyskutantów. Wówczas jego twórcy, Elżbieta i Jacek Cygankowie zaczęli wyciągać go z sali co spowodowało jego dramatyczne rozdarcie i uwolnienie części ze znajdujących się we wnętrzu baloników, które utrzymywały go uprzednio w powietrzu. Niewątpliwym zaskoczeniem dla zebranych na sali osób był również występ Mirosława Rajkowskiego, który śpiewając alikwotami wprowadził obecnych w atmosferę jaka towarzyszyła koncertowi muzyki cerkiewnej, który odbył się w sali dawnej cerkwi (z czasów zaborów). Ikony autorstwa Michała Boguckiego, Anny Mycy i Jarosława Wiszenko zmieniły całkowicie charakter tej sali używanej obecnie na koncerty. Śpiewy cerkiewne rozpoczęły się w tym samym momencie co częstowanie zebranych szampanem. Trzeba było podjąć decyzję na co ma się większą ochotę. Moment kontaktu ze sferą sztuki w służbie sacrum poprzedził przejście do sfery Disneylandu (uszy myszy Miki obowiązkowe!), w której można było zjeść ciastko z jabłkiem MacDonalda, pograć w ruletkę lub sfotografować się w towarzystwie sobowtóra Wałęsy, Gorbaczowa czy Suchockiej. Muzyka country zachęcała do zabawy. Jej scenerię stanowiły obrazy Franciszka Starowieyskiego tworzące cykl Finis Europae, a pochodzące z kolekcji Centrum Sztuki Studio oraz kury multimedialne - wyświetlany na ekranach kilku monitorów, pochodzący zapewne z lat 40-tych lub 50-tych film pokazujący kurę podskakującą nerwowo w rytm fokstrota. Okazuje się że z Disneylandu droga prowadzi do starożytnego Egiptu, przynajmniej tak było w Dzień Świętej Weroniki na Zamku Królewskim. Oczyszczeniem z jarmarcznej atmosfery był spektakl Videoteatru Jolanty Lothe i Piotra Lachmana nawiązujący do staroegipskich wyobrażeń życia po śmierci. Kontratenorzy śpiewali swój hymn:

                           Gatunek Ludzki Zginie
   
                           I Cały Czas Przeminie
   
                           Zostanie Głos Nagranie
   
                          I Śpiewać Nie Przestanie
   
   

Mając w uszach te słowa przestrogi wchodziło się do Biblioteki Królewskiej przemienionej w Salę Europy. Tam panował odmienny nastrój - o uwagę obecnych współzawodniczyły między sobą opera Mozarta (niedokończona) Lo Sposo Deluso w wykonaniu zespołu Warszawskiej Opery Kameralnej, Figury w Niszach czyli modelki prezentujące kolekcję Marty Mizery i Leny Wojdan oraz czterdziestometrowej długości stół zaaranżowany przez Edytę Komorowską, Izabelę Mizera-Nowakowską oraz Agnieszkę Chmielewską przy pomocy dzieł kulinarnych warszawskich restauracji, ogromnych ilości kwiatów i roślin oraz rzeźb Wiktora Gajdy. Tylko w pobliżu sceny zebrała się grupka wiernych miłośników muzyki Mozarta, która przedkładała emocje estetyczne nad doznania natury bardziej fizjologicznej. Pozostali obecni nie krępowali się muzyką i przystąpili do uczty jeszcze przed oficjalnym Odsłonięciem Stołu, które odbyło się po zakończonym koncercie i było raczej odsłonięciem jego resztek. Ta niebywała okazja słuchania przy stole opery, której dźwięki dochodziły poprzez gwar panujący na sali nieprędko może się powtórzyć. Ten nieco bezceremonialny sposób w jaki dzieło Mozarta zostało potraktowane przez obecnych przypomniał czasy kiedy ta muzyka była naturalnym środowiskiem w jakim toczyło się życie, rozmowy, uczty a nie jedynie muzealnym preparatem.