Wywiad z Januszem Boguckim dla WięziZ Januszem Boguckim rozmawia Piotr Kopszak - Fundacja Aśram Anavim znana jest przede wszystkim z przedsięwzięć ekumenicznych, w których spotykają się różne religie, światopoglądy i nurty sztuki. Od pewnego czasu aktywność Państwa zwraca się w stronę reklamy. Jak wyglądało pierwsze spotkanie poświęcone tej problematyce? - Przedsięwzięcie poprzednie poświęcone reklamie nazywało się Władza-Mamona-Reklama-Twórczość. Związki między tymi żywiołami, bardzo zresztą subtelne i zawikłane staraliśmy się ujawnić wstępnie na spotkaniu, które odbyło się w pawilonie wystawowym SARP-u we wrześniu ubiegłego roku - takiej szklanej bryle stojącej w ogrodzie, pośrodku ustawiliśmy wielki owalny stół przykryty zabytkowym dywanem, dookoła stały krzesła dla głównych gadaczy, natomiast naokoło Nina wykombinowała chyba ze trzysta pieńków brzozowych, które zajmowały stosunkowo mało miejsca, wyglądały jak ścięty las, czy wystawa ściętego lasu, no i w ten sposób ulokowała się gęsto ta duża ilość osób, które przysłuchiwały się dyskusji. Staraliśmy się tak rozsyłać zaproszenia, żeby przyszli przedstawiciele różnych dziedzin życia publicznego, a przede wszystkim świata kultury, biznesu i przedsiębiorstw reklamowych. Założeniem naszym było połączenie teoretycznej dyskusji z promocją naszego wielkiego plakatu tablicowego, tak zwanego billboardu, który miał tytuł jednej z naszych imprez, tytuł zawsze aktualny Powiększanie Wyobraźni. Przebieg akcji był następujący: najpierw ja powitałem zebranych zapowiadając ogólnie o czym będzie mowa. Po czym poprosiłem Krzysztofa Zanussiego o prowadzenie rozmowy, która była przygotowana w ten sposób, że wybraliśmy ludzi o bardzo różnym stosunku do przedmiotu omawianego, tak że Zanussi prowadząc rozmowę, z moimi dyskretnymi podszeptami, mógł wywołać ujawnienie kolejnych stanowisk, które ustawiały zjawisko współczesnej reklamy ulicznej w Warszawie w bardzo rozmaitym świetle. Na przykład nasz stary konsyliarz i przyjaciel Szymon Bojko, koneser sztuki użytkowej, plakatu, badacz tradycji awangardowych, który wykłada w szkole artystycznej w Stanach, przyjechał ostatnio kolejny raz do Warszawy i spotkał się po raz pierwszy z nową falą plakatu euro-amerykańskiego. Powiedział, że to go w najwyższym stopniu oburza i gorszy, że odnosi wrażenie jakby tu w jego kraju nastała amerykańska okupacja. Wystąpił z postulatami, żeby wprowadzić pewne przepisy, ochronę prawną przestrzeni kulturowej i tradycji miejsca, żeby nie pozwolić się zalewać drugo- czy trzeciorzędnej produkcji plakatowej importowanej do Polski na tej samej zasadzie i z tym samym repertuarem, który dociera i do Pragi i do Budapesztu i do Mińska i w różne inne miejsca. Po prostu jest to prowadzona przez agencje reklamowe akcja zdobywania nowych rynków poprzez wysyłanie znormalizowanego zestawu najbardziej popularnych plakatów związanych z najbardziej znanymi firmami amerykańskimi czy zachodnioeuropejskimi. Tam zdaje się występują mieszane inicjatywy i mieszane kapitały, ale dominacja jest chyba jednak amerykańska i ogólny styl to trzeci sort amerykańskiej produkcji plakatowej. Tłumaczy się to od razu na język tubylców w różnych miastach Europy, często niezbyt szczęśliwie. No i taka wstępna fala w ten sposób się pojawia. Na spotkaniu ujawniły się bardzo różne stanowiska w tej sprawie. Na przykład Sławomir Nowotny, przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce a jednocześnie właściciel DEMOSKOP-u wyjaśniał, że jeśli chodzi o opinię publiczną, to właściwie reakcje naszej publiczności i publiczności w krajach Europy Zachodniej są bardzo zbliżone, że on nie widzi jakichś elementów konfliktowych i że nie należy przesadzać mówiąc o jakimś imperializmie kulturowym. Poeta Tomasz Jastrun mówił o zaletach zasłaniania kolorowymi planszami zgrzebności i liszajów pozostałych po realnym socjalizmie. Była to prezentacja bardzo rozmaitych stanowisk w tej samej sprawie. I bodajże po raz pierwszy w publicznej dyskusji taka panorama sądów różnych ludzi, różnych środowisk została przedstawiona. Gdy dobiegała kresu rozmowa odezwały się na dworze trąby orkiestry strażackiej, którą specjalnie zaprosiliśmy, żeby przedstawić publicznie nasz plakat Powiększanie Wyobraźni. Przy dźwiękach strażackiej orkiestry w mundurach odświętnych reflektory odsłoniły billboard amerykański z reklamą papierosów na tle czerwonej pustyni i ekipa przez nas zaproszona zaczęła na tym plakacie naklejać kolejne pasy naszego plakatu. Był to happening, czy akcja techniczno-artystyczna, która sprawiła, że na miejscu tej pustyni pojawiło się Powiększanie Wyobraźni - dość niesamowita fantasmagoria, wizja senno-tajemnicza, dzieło Wiesława Rosochy, znakomitego plakacisty i ilustratora, a po bokach tej kompozycji monochromatycznej opartej na zagadkach światłocieniowych były w dwóch rzędach wydrukowane tak zwane logo, czyli znaki heraldyczne naszych fundatorów, firm które pokryły koszty produkcji tego plakatu. Uważam, że jest to nawiązanie do tradycji obrazu wotywnego, w którego części środkowej jest wyimaginowane jakieś zjawisko sakralne, czy postać świętego patrona, a dołem czy po bokach klęczą postaci głównego fundatora, jego krewnych czy domowników. Było to nawiązanie do tej tradycyjnej formy. Dodać trzeba, że kiedy prezentowaliśmy poprzednio ten plakat w telewizji, była to audycja poświęcona twórczości Wiesława Rosochy, to ku naszemu zaskoczeniu wyeksponowano plakat bardzo pięknie, ale jego dwa skrzydła boczne zostały zasłonięte specjalnie ustawionymi parawanami. Wyraziłem swoje oburzenie redaktorom telewizyjnym, że dla nich jakieś przepisy wewnętrzne ich firmy są ważniejsze od zasad prawa autorskiego, ponieważ całość jest kompozycją autorską, a nie tylko jej część środkowa. Wtedy mi powiedziano, że te przepisy są bardzo surowo egzekwowane i kto by je naruszył ten mógłby nawet pracę stracić w firmie telewizyjnej. To jest taki odskok tematyczny, ale jednak bardzo ważny, dlatego że w istocie związki między władzą, mamoną i reklamą tutaj się właśnie w ten sposób ujawniają. Powracając do naszej akcji, ponieważ był to dzień Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała, więc ci Archaniołowie pojawili się osobiście wychodząc z głębi ogrodu w krąg światła. Były to młode istoty kroczące na szczudłach, w powiewnych szatach i ze skrzydłami operowymi, jednocześnie odezwał się chorał i śpiew bizantyjski w wykonaniu Roberta Jankowskiego, młodego entuzjasty tej tradycji muzycznej. W ten sposób został uroczyście odsłonięty w ogrodzie billboard, a kiedy Archaniołowie weszli do środka do sali, zanim zaczęła powracać publiczność, która wybiegła już do ogrodu oglądać naszą akcję, to wtedy również odsłonięty został drugi egzemplarz tego billboardu, w postaci ołtarza z wielką martwą naturą z owoców jesiennych u podnóża i odczytaliśmy listę wszystkich fundatorów, którzy przyczynili się do powstania tego dzieła. A dzieło to było zresztą prezentowane w Warszawie na tablicach firmy OUTDOOR wśród innych billboardów, jako pierwsze dzieło graficzne tych rozmiarów i o takim kształcie, nie reklamowe użytkowo, tylko głoszące ideę Powiększania Wyobraźni. Jednocześnie był tam także znak herbowy naszej fundacji, wymieniona była Stara Kotłownia jako miejsce naszych działań, tak że miał on również sens informacyjny. Ale przede wszystkim było to coś, co mogło widza wprowadzać w zaskoczenie. Wszystkie plakaty namawiają do zakupienia jakiegoś mydła, czy jakiejś limuzyny, czy do podróży na Wyspy Kanaryjskie, a tutaj takie Powiększanie Wyobraźni jak gdyby bez określonego celu. Potem nastąpiło przyjęcie, ale przyjęcie osobliwe dlatego, że weszli przyjaciele nasi z wielkimi koszami wiklinowymi, z których podawali pieczone kartofle. Można było ręką sięgać do kosza i te pieczone kartofle oraz piwo z patronującej nam firmy Żywiec to były jedyne pokarmy, które nasyciły uczestników spotkania. Ponadto jeszcze wyświetlaliśmy dla chętnych w tejże samej sali film pod tytułem Powiększanie Wyobraźni z naszej akcji w Starej Kotłowni, który zrealizował Mieczysław Vogt przy pomocy Programu II Telewizji Polskiej. Trochę za dużo i za szczegółowo opowiedziałem, ale taki był mniej więcej przebieg i myślę, że w istotny sposób charakteryzuje on formy naszego działania. Staramy się łączyć rozmowę, czy wspólne myślenie, rozważanie, teoretyzowanie z ujawnianiem bezpośrednim pewnych sytuacji wyobraźniowych, a także sytuacji towarzyskich. - Wydaje mi się, że akcja z plakatem była działaniem podobnym do działań niektórych amerykańskich artystów wykorzystujących dostępne środki reklamy we własny sposób, demaskujący samą instytucję reklamy - Mistrzowie pop-artu eksploatowali w swoich dziełach, na ogół bardzo wielkiego formatu obrazach całą dżunglę wielkomiejskiego świata to znaczy reklamy, neony, różne sztuczne twory związane z życiem wielkomiejskim, służące przenoszeniu informacji, rozrywce. Myślę, że jest to jedno ze zjawisk, które świadczy o tym, że coś co jest spontanicznie wyrosłym żywiołem w urządzeniu świata dla celów życia zbiorowego, wytworem życia zbiorowego, obyczajowym, ekonomicznym, rozrywkowym staje się pokarmem dla wyobraźni artystów. Ale dzieje się również odwrotnie, bo wiadomo że wszelka sztuka ludowa w taki czy inny sposób czerpała ze sztuki nie-ludowej. To co robili zawodowi artyści dla urządzenia wnętrz czy ubrania ludzi żyjących w pałacach, dworach i dworkach, cała ta sztuka szlachecka różnymi kanałami przeciekała na niższe szczeble układu społecznego w XVIII i XIX wieku pobudzając twórczość ludową. - Czy możliwe jest przenikanie się sztuki z codzienną, rzemieślniczą produkcją w sferze reklamy? Czy w obrębie reklamy jest w ogóle możliwa twórczość? - Nie ma rzeczy niemożliwych dla artysty. Natomiast niezależne od artysty są okoliczności dziejowe: ruchy prądów kultury, które sprawiają, że pewne pokrewieństwa i wzajemne inspiracje w jakimś okresie realizują się, wychodzą na jaw i niejako samo życie kultury na jej różnych poziomach sprzyja takim przenikaniom, a kiedy indziej na przykład sztuka wysoka może się czuć przekarmiona spotkaniami ze sztuką średniej i dolnej kondygnacji i zachowuje przez jakiś czas pozycję obronną czy hermetyczną. To jest sądzę tak jak z każdym organizmem Jak się obserwuje zwierzę w ciągu dnia, można zauważyć że raz jest skłonne trwać w bezruchu, raz zabawić się, kiedy indziej ma ochotę zapolować i wyzwolić potrzebę walki i agresji, kiedy indziej ma ochotę, chociaż jest drapieżnikiem, poszukać zielonej trawy i jej się najeść. W środowisku swoim znajduje coraz to nowe możliwości przyswajania tego lub owego, czy nowe możliwości różnych zachowań. Myślę, że między przyrodą a kulturą są bardzo istotne analogie. Niezależnie od talentów indywidualnych artyści są częścią takiej kultury-przyrody i są uwarunkowani tak jak wszystkie organizmy. Więc pytanie Pana może dotyczyć tego konkretnego momentu dziejowego, w jakim się znajdujemy. Na pewno stan wymieszania różnych sztuk, różnych tendencji, różnych tradycji jaki obserwujemy w dobie tak zwanego postmodernizmu to znaczy nieobecności dominujących przedtem prądów nowatorskich, sprzyja sąsiedztwu i przenikaniu się twórczości z różnych poziomów i z różnych nurtów. Ale myślę, że dłuższe utrzymywanie się takiego stanu może również pobudzać wiele środowisk twórczych do tego, żeby mu się przeciwstawiać, po prostu dlatego żeby się określone tendencje czy określone środowiska, które czują swoją autonomię i swoją prawdziwość - nie rozpłynęły w tych zbyt swobodnych kontaktach ze wszystkim dookoła. Sądzę, że mogą dzisiaj powstawać tendencje zarówno do współdziałania pomiędzy tymi różnymi prądami i kondygnacjami, jak i tendencje aby się na swoich kondygnacjach obwarować i pracować nad objawieniem samemu sobie kim się właściwie na tej kondygnacji jest dzisiaj. - Artysta prawie zawsze znajdował się w sytuacji prowadzenia gry ze sponsorem, który pod różnymi postaciami pojawiał się w historii. Z drugiej strony artyści z zapałem angażują się w budowanie mitu swojej niezależności, na przykład Krzysztof Wodiczko w swojej twórczości atakuje większość instytucji świata kapitalistycznego, a jednocześnie jego wystawy są sponsorowane przez największe koncerny. Czy w tej sytuacji, gdy sztuka w Polsce zaczyna być zależna od wielkich instytucji i firm, ich patronat może mieć istotny wpływ na jej dalszy rozwój. Jestem przekonany, że musi do nas przeniknąć wiele sytuacji, które rozwinęły się w krajach, w których cywilizacja naszego wieku wcześniej dojrzewała i jest bardziej zaawansowana, dlatego że wszystkie te nurty kultury masowej związane z reklamą, z informacją i z rozrywką w naturalny sposób razem się z tą cywilizacją rozwijają, ale sądzę że w różnych okresach wzmagania się kultury popularnej, reklamowo-rozrywkowo-informacyjnej będą powstawały zarówno zjawiska, które upajają się tą kulturą jako czymś nowym, co niejako wprowadza biedniejsze kraje w obręb wspólnego użytkowania nowoczesnej cywilizacji i związanych z nią obyczajów, ale z drugiej strony, zarówno w bogatych krajach, jak w niezbyt bogatych, takich jak nasz, będą powstawały i zapewne już powstają działania zupełnie świadome i programowe, żeby przeciwstawić się temu wszystkiemu, co nadmierny rozwój informacji masowej, rozrywki i totalnej reklamy przynosi. Mam pewną teorię, z którą wiąże się nazwa naszej fundacji Ekumeniczny Klasztor Sztuki. W miarę jak na całym globie cywilizacja wytworzona bądź co bądź przez kulturę europejską będzie się coraz szybciej rozgałęziać, nastąpi również ogromny wzrost tego, to co jest w niej najbardziej powszechne, najbardziej płytkie, najbardziej wypłukujące ludzkie umysły i najbardziej upodobniające do siebie ludzi wywodzących się z różnych kultur, narodów, tradycji. Równocześnie będzie się wzmagała potrzeba tworzenia w różnych miejscach świata skupisk czystej energii duchowej, w których tradycje różnych duchowych kultur zachowując swoją odrębność, będę się wzajemnie wspomagały. I owe miejsca skupienia czystej energii (które przejdą do historii jako klasztory trzeciego tysiąclecia) będą z siebie tę moc duchową wydzielać i rozprowadzać, nie tyle w trybie instytucjonalnym, co przez przenikanie jej w głąb prądów kultury, które tak jak prądy powietrza, prądy wodne, okrążają glob i to co jest nieuchwytne, co jest święte, skoncentrowane w swojej jakości duchowej razem z tymi prądami będzie okrążać i odnawiać ziemię. Myślę, że byłoby to naturalne zwalczanie bezmyślnego użytkowania dóbr materialnych i jednocześnie jakiś rodzaj przenikania się obu żywiołów, ducha i materii. My w naszej pracy i projektach staramy się nie uciekać od tej konfrontacji. Przyjmujemy, że bardzo wiele obyczajów i form kulturowych może być w pewien sposób uświęconych i przemienionych nawet jeśli ich rodowód niebardzo był duchowy. Mówimy w związku z tym o odnowieniu Domu i Świątyni w życiu kultury. Świątynia to miejsce, gdzie przestrzeń sakralna jest najczystsza, ale wokół niej powstają całe kręgi działań usługowych, handlowych, rozrywkowych czyli strefa kiermaszowo-lunaparkowa, kręgi w których ta święta energia wsiąka coraz bardziej w coś co jest zabawne, czy użytkowe. Nawet kiedy ludzie zanurzeni w tych zabawnościach i użytkowościach dojdą na dalekie obrzeża kiermaszowych kręgów, coraz dalsze od Świątyni, tam gdzie już zaczyna dominować siedem grzechów głównych, odczuć wówczas mogą potrzebę powrotu do świętego centrum i w ten sposób między świętością a jej zaprzeczeniem, między świętością a bluźnierstwem ujawnia się jakiegoś rodzaju powiązanie. Bo nawet samo istnienie bluźnierstwa jest jak gdyby negatywnym znakiem, sygnałem tego że gdzieś jest to święte centrum. To jest ten model naturalnego współistnienia rzeczy świętych i nieświętych w życiu osoby ludzkiej i w społeczności ludzkiej. Świątynie po to są, żeby oczyszczać. Tak jak powołaniem lekarza jest ratować chorych. I myślę, że wszelkie święte centra są z jednej strony po to by Bóg był uwielbiony, żeby oddać chwałę Panu, ale z drugiej strony żeby oczyszczać obszary życia, w których świętość jest mało obecna. Jeżeli sztuka wysoka zwiąże się w jakiś sposób z miejscami tej czystej energii duchowej, będzie związana z doświadczaniem tej energii, to może śmiało wkraczać w te dziedziny obyczaju, kultury na jej różnych kondygnacjach, w których ta energia jest potrzebna. I ta energia wydaje mi się jest czymś, co może stwarzać nowe, wybitne dzieła przez wniknięcie w różnego rodzaju tradycje wytworzone w miejscach oddalonych od świętego centrum. Dlatego, dla przykładu żeby nie mówić za długo w sposób abstrakcyjny, myślimy o stworzeniu Domu Zdarzeń, w którym funkcjonowałaby wokół miejsca sztuki wysokiej, także przestrzeń ludyczno-kiermaszowa nasycająca niejako energią duchową zjawiska popularne takie jak chęć zjedzenia czegoś smacznego, czy kupienia sobie jakiejś błyskotki, czy zajrzenia do jakiegoś dziwnego wnętrza. Słowem wszystko to, co jest rozrywką, zabawą, pokusą całkiem ziemską może być włączone w oddziaływanie owej energii czystej. I również myślę, że reklama, która jest zachętą do posiadania, czy do chwytania przyjemności, zachętą najogólniej mówiąc do łakomstwa, może zmieniać znaki wartości którym służy. Obserwując reklamę różnych epok, taką jaka była obecna jeszcze na początku XX wieku plakatowa produkcja typu secesyjno-symbolicznego i późniejsza postkubistyczna faza nowoczesnego plakatu - można zauważyć, że plakaty, tak samo jak inne formy reklamy służą wprawdzie temu, by kupować puder, albo ser, albo cukierki nie tej firmy tylko tamtej, ale w gruncie rzeczy ta sfera namowy skutecznościowej jest tylko jedną z funkcji dość ulotnych, przemijających. Zawsze opowiadam taką anegdotkę, że jak byłem kiedyś w Paryżu pod koniec lat 50-tych akurat wszyscy się bawili na ulicy pojedynkiem dwóch krów. Był produkowany bardzo znany ser pod nazwą "La vache qui rit" czyli "Śmiejąca się krowa", na którego opakowaniach była roześmiana, wesolutka krowa i pojawiła się konkurencja pod nazwą "La vache serieuse" czyli "Krowa poważna" - Ale zwyciężyła chyba ta, która się śmieje? - Nie wiem, bo po dwóch miesiącach wyjechałem z tego miasta. Dla kultury smacznego jedzenia, wybierania takich serów które nam się podobają, przyczyniły się obie te kampanie. Namowy, żeby kupować wyroby tej firmy, a nie innych mają oczywiście znaczenie, ale jest to znaczenie przemijające, powierzchniowe, mimo że ono pewnie napędza produkcję reklam. Natomiast jest coś w samym istnieniu, obecności, oddychaniu reklamy, co posiada walor trwalszy. Każda epoka w inny sposób namawia swoimi reklamami, wytwarza innego rodzaju reklamy, których treścią istotną i trwałą jest budowanie pewnego stylu życia zbiorowego. Reklama namawia nie tylko do różnych zakupów, ale także korzystania z różnych usług, różnych miejsc rozrywkowych, różnych źródeł informacji. Po I wojnie światowej, która była zakończeniem wieku XIX wejście reklamy nowoczesnej o formach syntetycznych, sygnałowych było pewnego rodzaju rewolucją wyobraźni. Zupełnie drugorzędne było czy to się łączyło z namawianiem do poznawania wyrobów takiej czy innej firmy, przede wszystkim była to zmiana obyczaju, zmiana propagowania wyglądu człowieka, jego sposobu ubierania się, jego zachowania. Była to wielka, popularna rewolucja obyczajowości i sposobów wyobrażania sobie świata. To wydaje mi się jest o wiele ważniejsze, niż funkcje informacyjne, zewnętrzne, na których oczywiście producentom zależy i dlatego za tę reklamę płacą. Rozważania o reklamie powinny przede wszystkim iść w tym kierunku, do jakiego stylu życia reklama ludzi namawia. Czy przewagę zdobywa to, żeby napełnić ludzki umysł wyłącznie atrakcjami łakomstwa, rywalizacji w posiadaniu, czy też jest to coś co uczy określonego stylu życia, wyboru wartości. To może być różnie. I myślę, że w każdym okresie mogą powstawać tendencje w życiu reklamowym powodujące spustoszenie umysłów i sumienia, po prostu stopniowe ogłupienie znacznej części populacji ludzkiej. Ale z drugiej strony reklamy, które w zasadzie są przeznaczone do popularyzowania samochodów, czy owoców importowanych mogą prowadzić wyobraźnię i umysł człowieka w inną stronę i my myślimy o tym, żeby w tym Domu Zdarzeń, który chcielibyśmy w Starej Kotłowni zorganizować, żeby połączyć reklamę pewnych wyrobów, które mają ochotę się przedostać ze Wschodu na Zachód lub z Zachodu na Wschód z prezentacjami wartości kultury kraju z którego się te brylanty albo futra albo komputery wywodzą, trzeba wtedy oczywiście wybierać takiego rodzaju wyroby, które godne są poparcia, tworzyć rodzaj widowiska kulturowego z prezentacji takich lub innych wyrobów. Żeby odejść od szablonów reklamy, która jest najbardziej upowszechniona na różnego rodzaju targach, która jest tylko ofertą towaru natomiast żeby to był wybór elementu kultury materialnej, który świadczy o szczególnych właściwościach kultury jakiegoś kraju. Mogę podać konkretny przykład, mianowicie w Ambasadzie Republiki Białoruskiej zobaczyliśmy z Niną sporo kandelabrów z bardzo ładnego, opalizującego szkła. Same kandelabry, każdy biorąc z osobna nie są arcydziełami ani sztuki ani przemysłu, ale jest to solidna robota rzemieślnicza i bardzo piękne tworzywo. Jeżeli by w naszej Starej Kotłowni, która ma przestrzeń wielką jak świątynia pojawił się taki gwiazdozbiór kandelabrów i obracał się pod stropem wraz z działaniem światła czy muzyki, to można by zrobić zupełnie fantastyczne z tego widowisko, które by z jednej strony mogło być podniecające dla ludzi przybywających z zachodniej strefy obyczajowej, a z drugiej strony mogłoby skłonić do zobaczenia na nowo wartości tych wyrobów dla obywateli Białorusi czy Ukrainy. Sądzę, że najbanalniejsze rzeczy, ubrania czy wyroby papiernicze można przenosić w inną rzeczywistość, tak by służyły nie tylko zaspokojeniu potrzeb praktycznych, ale także powiększaniu wyobraźni. - Jak będzie wyglądać kontynuacja Państwa działań w tej dziedzinie? - Kolejna impreza nazywa się "Europa między Bizancjum a Disneylandem" i będzie się składała z dwóch etapów gadanych, przeplatanych różnego rodzaju akcjami. Pierwsze półtorej godziny chcemy poświęcić na rozważenie z jakich perspektyw rozwoju widzenia wywodzi się zjawisko nowoczesnej reklamy, już nie tylko tej wzrokowej czy plakatowej, ale wszelkiej reklamy - i dźwiękowej i pojęciowej i dotykowej i jakiejkolwiek, która zewsząd nas atakuje. Myślę że są w kulturze europejskiej dwie tradycje, z których pierwszą można nazwać Vera Icon, to co dominuje w kulturze Wschodu, to jest widzenie kontemplacyjne, w perspektywie wieczności. Drugie widzenie jest oparte przede wszystkim na badaniu, oglądaniu, wzrokowym doświadczeniu zmysłowym. Czyli byłaby to złuda optyczna, poznawcza i zmysłowa, która utrwala to, co przemija. Są to dwie tradycje, które niewątpliwie dają się wyodrębnić, a z drugiej strony w tajemniczy sposób wzajemnie się spotykają, krzyżują, przenikają. Jak z życia tych tradycji wyłania się stopniowo zjawisko reklamy, a jak w szczególności mogło się wyłonić zjawisko nowoczesnej, totalnej reklamy będzie przedmiotem pierwszej debaty. Druga byłaby już przestawieniem zwrotnicy z tych genealogicznych rozważań na samo zjawisko reklamy współczesnej. Na początku byłoby kilka wypowiedzi łączących treść tych dwóch debat, następnie miałaby miejsce swobodna dyskusja określająca jakie miejsce w przekonaniu różnych ludzi, zarówno twórców reklamy, jak twórców kultury, polityków, ludzi biznesu zajmuje żywioł reklamy w tworzeniu kultury współczesnej. W obu debatach chodzi o to, żeby zobaczyć reklamę jako zjawisko, które po pierwsze nie jest narodzone z samych tylko koniunktur finansowych, gospodarczych, ale ma swoją wielką genealogię w dziejach ludzkiego postrzegania i wyobrażania. Po wtóre jakiekolwiek są intencje wytwórców, czy organizatorów rozprowadzających tę reklamę po świecie, to ich działanie jest tworzeniem kultury. Może to być kultura bardzo nędzna i bardzo głupia, może być to kultura średnio przyzwoita, może to być również kultura twórcza i wspaniała. Chodzi nam o to, by twórcy reklamy, ci którzy ją inspirują, którzy mają poczucie obracania wielkimi środkami materialnymi związanymi z reklamą, żeby oni poczuli się chcąc nie chcąc twórcami kultury, żeby sami siebie postrzegli jako ludzi, którzy budują kulturę i nie mogą jej nie budować, mogą ją tylko budować na różnych poziomach wartości. - Wydaje się, że wielu młodych artystów, którzy zaczynają obecnie pracę w agencjach reklamowych przeżywa trudności z określeniem własnej artystycznej tożsamości. Rezygnacja z uprawiania sztuki czystej staje się dla nich wyłącznie źródłem frustracji. W czasie naszej pierwszej rozmowy w SARP-ie wiele osób ubolewało nad tym, że tak zwana polska szkoła plakatu jakby zanika i w tej nowej fali produkcji reklam właściwie jest niewidoczna. I wydaje się, że jest tak rzeczywiście, że artyści którzy dotychczas przyjmowali indywidualnie zamówienia od powiedzmy Centrali Filmów, czy teatrów, czy różnych firm wytwórczych są w pewnej mierze wypierani przez tak zwaną reklamę instytucjonalną, bo jak widać nawet w tekstach informujących o strukturze wewnętrznej przedsiębiorstw reklamowych to tam jest siedem czy dziewięć stanowisk różnych dyrektorów od kontaktów z klientami, od pomysłów natury ogólnej i na tych różnych piętrach takiej organizacji reklamowej stopniowo formułuje się pomysł dzieła reklamowego i jak zejdzie na sam dół to tam dopiero czekają ci fotografowie, graficy, różni technicy drukarscy którzy mają to zrealizować. Ale ja nie umiem odpowiedzieć na pytanie jaka właściwie w efektach pracy jest różnica pomiędzy sytuacją tradycyjną grafika który indywidualnie przyjmuje zamówienie, a sytuacją grafika działającego w zespole o dosyć skomplikowanej strukturze, w której nie on sam o tym wszystkim decyduje, ale w pewien sposób jego talent jest wykorzystany. Trzeba by mieć dłuższy okres obserwacji, wydaje mi się, że jest tu pewna analogia z kinem amerykańskim, które ma wiele wytwórni posiadających fantastycznych fachowców od różnego rodzaju efektów i rozwiązań. Wydaje mi się, że te efekty i rozwiązania osiągają poziom najwyższy w samym dziele filmowym wtedy, jeżeli sobie ci fachowcy znajdą wybitnego reżysera. Mistrz efektów taki jak Spielberg napewno nie mógłby stworzyć swoich filmów, gdyby nie to, że ma oparcie w takich właśnie zespołach znakomitych fachmanów od pewnych poszczególnych kunsztów. Jak to się układa w młodszej jednak branży reklamy instytucjonalnej, tego w tej chwili nie potrafię ocenić. Jest tutaj coś niepokojącego, ale być może jest też coś obiecującego, Praca zbiorowa, zespołowa w różnych epokach osiągała swoje formy pozytywne, jak na przykład w epokach, w których klasztory benedyktyńskie budowały Europę. Tylko klasztorom przyświecała pewna przestrzeń duchowa, a jaka przestrzeń przyświeca przedsiębiorcom reklamy instytucjonalnej tego nie potrafię na pewno powiedzieć. To jest wszystko w ruchu i nad tym, co jest w ruchu można pracować, żeby się ruszało w określonym kierunku. Dla nas sprawą pasjonującą i właściwie przedmiotem czegoś, co można by określić jako twórczość, jest budowanie zdominowanych przez energię duchową i wyobraźnię duchową całości z tych elementów cywilizacji i życia zbiorowego, z tych warstw kultury, z tych lądów, tych zakątków i dziwactw kultury, które wokół nas istnieją. Dawniej malarz robił obrazy zestawiając ze sobą kształty i kolory, wiążąc obserwację z dziedzictwem ikonografii. Natomiast naszym przeznaczeniem wydaje się wprowadzanie materii bytu zbiorowego i energii wybitnych jednostek w proces, który z różnych klimatów życia, z różnych rodzajów sztuki i wiedzy tworzy jeden czasoprzestrzenny organizm. Wywiad z Januszem Boguckim przeprowadzony 15.02.1995 | |