Janusz Bogucki

,,Sądzę, że w praktyce większość ludzi bardziej korzysta z pierwszego, niż z drugiego modelu wolności. Dotyczy to również indywidualności twórczych. Jakże często są to osoby traktujące życie jak estradę, na którą wkraczają - jedni w banalnych, inni w bardzo wymyślnych maskach - aby rozgrywać swoje gry. A jednak w każdym z nas i w tym który przywdziewa ochronną szarość i w tym, co nosi się jak lew, paw lub kogut - jest miejsce ukryte, rozmównica z lustrem, przed którym opada z nas wszelkie przebranie. Wolność zarówno ta wewnętrzna, jak zewnętrzna realizuje się lepiej, lub gorzej w układzie jednostka-społeczeństwo. Realizacji pełniejszej, swobodniejszej sprzyja układ wytwarzający w sobie równowagę. Brak jej często obserwujemy w kulturach mało rozwiniętych i schyłkowych. Natomiast każda kultura w pełni dojrzała wytwarza sobie właściwą formułę równowagi i wymiany energetycznej między elementami tego psycho-społecznego organizmu: - między autonomią jednostki i życiem wspólnoty, - między prądami energii powstającej na różnych poziomach układu społecznego, - między jednostką i twórczością, a ruchem wszystkich tych energii zarówno wysoko, jak nisko urodzonych.

Wolność duchowa wiąże się z wiarą w każdego człowieka. Z przeświadczeniem: że w każdym ukryta jest cząstka światłą, które powołało nas do istnienia, że forma każdego obrzędu wyżłobiona jest jakby ruchem i głosem pokoleń, które zaufały drodze nieuniknionej i wspólnej dla wszystkich, że mnogość momentów bytu odbitych na wszystkich zdjęciach, które powstały, powstaną, mogły powstać - to ślady wiodące do tej samej przepaści czasów, z której wyszliśmy i która jest naszym przeznaczeniem.''

Janusz Bogucki

Janusz Bogucki (1916 - 1995)

Pochodził z rodziny o dawnych, warszawskich tradycjach. Jego ojciec, Mieczysław Bogucki był biologiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Ojciec jego matki Wandy z d. Deike pochodził z warszawskiej rodziny niemieckiej, był powstańcem styczniowym, astronomem pracującym w Obserwatorium Warszawskim a następnie dyrektorem Banku Handlowego w Warszawie. Jego rodzina była spowinowacona z rodziną pisarza Wacława Berenta. Janusz Bogucki w latach 1934-1939 studiował malarstwo i grafikę w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem Felicjana Szczęsnego Kowarskiego, uzyskując absolutorium (malował w wolnych chwilach jeszcze w latach 80., choć nigdy nie stało się ono jego główną pasją). W 1938 rozpoczął studia historii sztuki, które przerwała wojna. W 1939 zdobył nagrodę Instytutu Propagandy Sztuki i pisma "Nike" za pracę z zakresu teorii sztuki. Miał już wówczas na swoim koncie pierwsze publikacje w "Kurierze Porannym". Nagrodą miał być wyjazd do Paryża, który nie doszedł do skutku ze względu na wybuch wojny. We wrześniu 1939 walczył jako podchorąży 8 pułku P.Leg. w Lublinie.

Podczas okupacji pracował jako szklarz, wytwórca galanterii artystycznej i robotnik w prywatnej fabryczce śrub. W jego domu odbywały się spotkania artystyczne, m.in. miał miejsce spektakl teatralny którego był współautorem. Akcja spektaklu działa się na dwóch poziomach, na dolnym przedstawiano wydarzenia z życia ludzi, którym odpowiadały ukazywane na górnym poziomie zdarzenia z udziałem bogów.

Po powrocie do Warszawy w 1945 rozpoczął pracę w Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków. Przerwał ją w 1947, gdy jej kontynuację uzależniono od wstąpienie do PZPR. Przeniósł się wówczas do Krakowa, gdzie założył i prowadził do 1953 Biuro Muzealnych Wystaw Objazdowych przy Muzeum Narodowym. W specjalnie do tego celu przystosowanym autobusie organizował niewielkie wystawy i prelekcje poświęcone sztuce polskiej. W latach 1953-57 powstają jego najważniejsze prace z zakresu historii sztuki polskiej: "Matejko" i "Gierymscy".

W 1957 zaczyna redagować "Plastykę", dodatek do "Życia Literackiego". Został wówczas (podobnie jak jego żona, Maria Friedel-Bogucka) członkiem Grupy Krakowskiej. W Krakowie mają miejsce początki jego działalności wystawienniczej. Współorganizuje galerię "Krzysztofory", której kierownikiem zostaje Maria Bogucka. Również w następnych galeriach, w których działanie był zaangażowany zachowywał dla siebie stanowisko "tajnego radcy", nie będąc w nich formalnie zatrudnionym. W końcu lat 50. zakłada Stowarzyszenie Miłośników Sztuki Nowoczesnej, które zmuszony jest rozwiązać na początku lat 60. w wyniku "usztywnienia polityki kulturalnej". Kontynuacją jego pracy w dziedzinie popularyzacji sztuki była akcja "Wstęp do wiedzy o sztuce" prowadzona na zlecenie Ministerstwa Kultury i Sztuki. W czasie pobytu w Krakowie zorganizował szereg głośnych ekspozycji: Wystawę Kopernikowską (1955), wystawę twórczości artystów naiwnych (obok Nikifora znalazły się na niej dzieła króla Władysława IV i Tadeusza Kościuszki), a także wystawę grupy Phases prezentującej twórczość z kręgu surrealizmu (1959) - wystawie towarzyszył list Andre Bretona.

W 1964 przenosi się do Warszawy. Pierwszą galerią jaką tu prowadził była "Galeria Widza i Artysty" zorganizowana w Świątyni Diany w Łazienkach, mająca charakter popularyzatorski. Zdobyła ona niewielką, ale bardzo oddaną publiczność. Od 1965 pracował na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie kierował pracownią metodyki. Dużą popularność zdobyła "Galeria Współczesna" mieszcząca się w budynku Teatru Wielkiego, którą prowadził wspólnie z Marią Bogucką również od 1965 do początku lat 70-tych. Stała się ona szybko jedną z ważniejszych tego typu instytucji w Polsce. Z "Galerią Współczesną" współpracowali niemal wszyscy najważniejsi polscy artyści lat 60-tych, była ona miejscem swobodnej prezentacji poglądów i postaw artystycznych, co powodowało ingerencje cenzury i niechęć ze strony władz. Nie sposób wymienić najważniejszych z kilkudziesięciu wystaw, jakie się tam odbyły. Pretekstem do zmiany kierownictwa galerii stały się wystawa "Fotografowie poszukujący" i performance Krzysztofa Zarembskiego w trakcie którego pojawiał się pies (dog arlekin) i naga dziewczyna. Złożony donos o "aktach sodomicznych" na terenie galerii wystarczył, aby zmienić kierownictwo galerii. Bogucki po podpisaniu Listu 40. nie był właściwą osobą, z punktu widzenia władz, do prowadzenia instytucji kulturalnej.

Od połowy lat 70-tych jego zainteresowania zaczynają skupiać się na problemie istniejącym dotąd na marginesie sztuki współczesnej. "Przeczucie powrotu sacrum w sferę twórczości" stawało się powoli coraz istotniejsze w jego działaniach. W sferze projektów pozostały "Rozmowy ekumeniczne" i "Układ przestrzenny Pamięci Wita Stwosza" (1975-76). Największe znaczenie dla późniejszych przedsięwzięć Janusza Boguckiego miały spotkania w Laskach (1979-81), w których brali udział artyści, ludzie Kościoła i nauki. Podobny charakter miały odtąd mieć wszystkie zamierzenia Janusza Boguckiego. Skupiały one osoby z odległych sobie sfer życia i dzięki panującej atmosferze, umożliwiały ich wzajemny dialog i poznanie. Pierwszą od razu bardzo spektakularną realizacją wcześniejszych przemyśleń był "ZNAK KRZYŻA", realizowany jak wszystkie następne przedsięwzięcia wraz z Niną Smolarz, w kościele Miłosierdzia Bożego przy ul. Żytniej w Warszawie (czerwiec 1983). Przedsięwzięcie to ukazywało obecność i inspirujące działanie Krzyża w dziełach sztuki współczesnej i innych sferach wizualności. Było pierwszym na tak szeroką skalę zakrojonym niezależnym działaniem artystycznym po 13. grudnia 1981, stąd jego ogromna popularność i tłumy zwiedzających. Przeżycia stanu wojennego wyzwoliły niezwykłe pokłady wzajemnej życzliwości i pomocy, co w dużym stopniu ułatwiło organizację przedsięwzięcia i określało panujący nastrój. "Żytnia" stała się enklawą wolności, tym cenniejszej, że zupełnie niespodziewanej. Już ta pierwsza realizacja ujawniła istotną cechę, która nieodmiennie miała się wiązać ze wszystkimi późniejszymi zdarzeniami: otwartość i umiejętność akceptacji dzieł powstających w różnych, często obojętnych wobec siebie, lub przeciwstawnych sobie kontekstach kulturowch. Głoszony ekumenizm dotyczył nie tylko wyborów religijnych czy światopoglądowych, lecz także różnych sfer działalności kulturotwórczej, których poznanie mogłoby wzbogacić uczestników spotkania. Potrzeba znalezienia przestrzeni, w której nie byłoby się poddanym agresji rzeczywistości stanu wojennego, zbiegła się z usiłowaniami artystów mającymi na celu stworzenie innej przestrzeni sztuki, w której pozbawiona muzealno-galeryjnej koturnowości i chłodu stawałaby się ona na powrót okazją dla zdarzeń w sferze ducha. Każdy był przyjmowany jak gość przychodzący do domu, zawsze można było liczyć na kubek gorącej herbaty. Oprócz popularności wśród mieszkańców Warszawy, jaką w wyniku "ZNAKU KRZYŻA" zdobyła "Żytnia" sukcesem było znaczne rozszerzenie liczby osób zaangażowanych w przygotowania do następnych przedsięwzięć.

W roku 1984 trwały prace przygotowawcze do niezrealizowanych projektów "NIEBO I PIEKŁO" oraz "STWORZENIE ŚWIATA", istotne ze względu na rozległy i dogłębny charakter spotkań je poprzedzających, które odbywały się w Laskach, mieszkaniu Ludwiga Zimmerera, znanego kolekcjonera dzieł sztuki ludowej, i Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Brali w nich udział między innymi Maria Janion, o. Jacek Salij, Andrzej Wierciński, o. Stanisław Opiela, Stanisław Cichowicz, ks. Henryk Paprocki, Henryk Waniek, Jacek Trznadel, Bohdan Pociej by wymienić tylko niektórych. "NIEBO I PIEKŁO" miało zdarzyć się w jednym z wrocławskich kościołów.

W czwartą rocznicę Sierpnia 1980 odbyła się natomiast w gdańskim kościele św. Mikołaja wystawa "ARTYŚCI STOCZNIOWCOM", a w listopadzie 1984 w ramach Dni Kultury Chrześcijańskiej "APOKALIPSA-ŚWIATŁO W CIEMNOŚCI". Już w "ZNAKU KRZYŻA" fotografia odgrywała istotną rolę. Tu zderzenie "realizmu" zdjęć z "abstrakcją" współczesnej sztuki tworzyło napięcie owocujące wyostrzeniem uwagi i wrażliwości na ponadczasowy wymiar spraw wtedy codziennych - na kilkanaście dni przed otwarciem zamordowano księdza Popiełuszko.

Kontynuacją stał się Grób Wielkanocny przygotowany w 1985 w tym samym miejscu przez Jerzego Kalinę i Grzegorza Kowalskiego, a obmyślany wspólnie wcześniej przez głównych autorów "APOKALIPSY" - jedna z najniezwyklejszych zapewne realizacji w dziejach tego gatunku sztuki w Polsce. W sierpniu 1985 ponownie w kościele św. Mikołaja w Gdańsku zorganizowana została rocznicowa ekspozycja poświęcona Solidarności. Istotne znaczenie miało współdziałanie przychodzących do kościoła osób. Tak jak podczas "APOKALIPSY" na jednej ze ścian gromadzono zawieszane w ramkach "Myśli, które pozwalają przetrwać", każdy mógł je przynieść aby podzielić się z innymi. Krata prezbiterium została udekorowana przez stoczniowców tak samo jak brama Stoczni podczas strajku. W prezbiterium zorganizowano "Drogę świateł", na której każdy składający ofiarę na rzecz osób potrzebujących pomocy, lub deklarujący pomoc czynną mógł postawić swoją świecę. Uczestnictwo w "Drodze Świateł" miało mieć przede wszystkim wymiar duchowy - być uczestnictwem w tajemnicy Świętych Obcowania.

Kolejna "DROGA ŚWIATEŁ - SPOTKANIA EKUMENICZNE", które odbyły się znowu na Żytniej w Warszawie - przypadła na czas pobytu papieża w Polsce w czerwcu 1987. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że właśnie ten projekt w najwyraźniejszy sposób ukazał odrębność poszukiwań Janusza Boguckiego i Niny Smolarz. Złożona ze świec ustawionych na dziedzińcu kościoła, odbijała się w lustrze pogłębiającym wrażenie przekraczania czasoprzestrzennych uwarunkowań. W projekcie w następujący sposób przewidywano jej znaczenie: "Droga świateł to długi pomost wznoszący się stopniowo od poziomu podłogi do wysokości ołtarza. Każdy zapalić może na niej swoje światło w intencji sobie wiadomej. Droga ta jest symbolem-wyobrażeniem świętych obcowania - duchowej wspólnoty i współpracy ludzi wszystkich pokoleń przeszłych, teraźniejszych i przyszłych, ludzi wszystkich epok i kultur." Zwornikiem całości był ciąg pomieszczeń powiązanych z liturgią wielkanocną, przygotowanych w kwietniu 1987. W pomieszczeniach na piętrze poszczególne przestrzenie zostały przygotowane przez przedstawicieli różnych wyznań i religii. Powstały Kaplice: protestancka, prawosławna, buddyjska, muzułmańska, hinduizmu oraz Izba żydowska. Przedstawiciele poszczególnych religii starali się nadać każdej z nich wygląd, który najpełniej określałby przy pomocy środków wizualnych charakter ich przekonań, jednocześnie były to miejsca modlitwy. Nie sposób w kilku słowach zawrzeć tego, co było wtedy najważniejsze. Dziś, z perspektywy prawie dziewięciu lat, jakie upłynęły od ówczesnego spotkania jeszcze wyraźniej widać jego niezwykłość i doniosłość. Nie ma przesady w słowach, jakimi Janusz Bogucki określał to przedsięwzięcie, miało to być: "...spotkanie ludzi, dla których ekumenizm nie tylko wyznaniowy, jest problemem wielkiej wagi - jedyną szansą przebicia się przez węzeł sprzeczności zagrażających trwaniu ludzkiego świata". Być może ze względu na naturę podjętego wątku sprzyjającą dzieleniu się z innymi, istotnym składnikiem tego przedsięwzięcia były liczne wystąpienia (ok. pięćdziesięciu), filmy, koncerty i inne zdarzenia.

Ponownym zwrotem ku zainteresowaniu tkanką życia społecznego w Polsce wieku fotografii była ostatnia "podziemna" wystawa zorganizowana przez Janusza Boguckiego i Ninę Smolarz w podziemiu kościoła Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie w grudniu 1989. Przytłaczająca swoim ogromem konstrukcja LABIRYNTU wykonanego przez Grzegorza Klamana pomieściła około 700 zdjęć. Dookoła przygotowano strefy autorskie, w których abstrakcja mieszała się z figuratywnością w nagłych zestawieniach. Rok 1990 był czasem podsumowania, ukazała się wówczas najważniejsza praca teoretyczna Janusza Boguckiego "Pop-ezo-sacrum", w której znalazły się teksty z lat 1976-86 oraz "Od rozmów ekumenicznych do Labiryntu" zawierająca dokumentację działań podejmowanych od połowy lat 70. do 1989.

W 1991 w Muzeum Etnograficznym oraz w Zachęcie odbyły się dwie wystawy: SPOTKANIE ŚWIĘTYCH OBRAZÓW (maj-czerwiec 1991) oraz EPITAFIUM I SIEDEM PRZESTRZENI (czerwiec-lipiec 1991). Pierwsza z nich była prezentacją obrazów powstających w kręgu i z inspiracji dwóch otoczonych szczególną czcią wizerunków Matki Boskiej: Obrazu Jasnogórskiego oraz obrazu Matki Boskiej z Gwadelupy. Kolekcję o "etnograficznym" charakterze wzbogacały prace artystów współczesnych, EPITAFIUM I SIEDEM PRZESTRZENI w Zachęcie było próbą ewokacji miejsc symbolicznych o największym znaczeniu dla życia człowieka. Znalazły tu swą kontynuację niektóre wątki podjęte w LABIRYNCIE (np. przestrzeń Domu Grupy Lucim). W styczniu 1992 zarejestrowana została Fundacja Aśram Anavim?, założona z myślą o stworzeniu stałego miejsca działań - Ekumenicznego Klasztoru Sztuki. Kolejnym zamiarem, który doczekał się niestety tylko częściowej realizacji (i to tylko jego wstępnej części) był projekt GÓRA. SPOTKANIE W EMAUS. Główną jego osią miała być aranżacja wnętrza benedyktyńskiego klasztoru Emauzy w Pradze. Miała ona składać się z dwunastu stref zagospodarowanych przez artystów z dwunastu krajów, które wyzwoliły się z komunizmu.

NOC ŚWIĘTOJAŃSKA ALBO SEN NOCY LETNIEJ - trwająca przez tę jedną, najkrótszą noc 1992 roku prezentacja - miała być jedynie wstępem i zaproszeniem potencjalnych chętnych do udziału w późniejszym dziele. Trudno opisać wydarzenia tej niezwykłej nocy, która zgromadziła najliczniejszą zapewne publiczność w historii polskich imprez kulturalnych w Czechach (zamiast spodziewanych 400 zjawiło się około 2000 gości). Czescy happenerzy, artyści ze Słowacji, Polski, Węgier, Bułgarii reprezentowani skromnie, ale znacząco, studenci i Cyganie w kolorowych strojach zawładnęli XVI-wiecznym ogrodem polskiej ambasady. Choć było to wydarzenie bardziej ludyczne niż wzniosłe, nie zabrakło i tu akcentów wprowadzających pewien niepokój w atmosferę zabawy. Sam jego termin, w dniach podziału Czechosłowacji, sprawił że stało się ono (choć nikt nie czynił z tego zarzutu) symboliczną "ingerencją w sprawy państw ościennych". Energiom rozpadu przeciwstawiało ono wiarę w możliwość wzajemnego wzbogacania się sfer od siebie oddalonych lub sobie obcych. Usiłowania związane z niezrealizowanym projektem GÓRA zajęły cały następny rok. Janusz Bogucki i Nina Smolarz odbyli wówczas szereg podróży (Praga, Bratysława, Budapeszt, Pannonhalma - klasztor benedyktynów, Moskwa), niestety niestałość Ministerstwa Kultury spowodowała, że ogromny wysiłek poszedł na marne.

Kolejne przedsięwzięcia łączyły się z uzyskaniem przez fundację Aśram Anavim pomieszczenia Starej Kotłowni na Mokotowie. Pierwszym przedsięwzięciem w tym miejscu było WIELKIE XIĘSTWO (15-17. października 1993). Zrujnowane, w tajemniczy sposób ukształtowane wnętrze, zostało na nowo powołane do życia przy współudziale artystów z Litwy, Białorusi i Polski. Specyficzny klimat tego spotkania stworzyli artyści ludowi, prezentujący kunszt jaki rzadko można już podziwiać w wielkich miastach. W dniach 6-30 grudnia 1993 w Galerii ZPAP na Mazowieckiej urządzono wigilijne spotkania WIDZIALNE I NIEWIDZIALNE. W czasie ich trwania w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach odbyła się Zimowa Procesja Ekumeniczna. Związki sztuki z reklamą, biznesem pojawiające się w naturalny sposób w realizacjach fundacji Aśram Anavim zwolna stawały się przedmiotem coraz wnikliwszej refleksji, współtworzącej kształt kolejnych działań. POWIĘKSZANIE WYOBRAŹNI - ŁĄCZENIE PODZIELONEGO, druga i ostatnia impreza urządzana w Starej Kotłowni, była przedsięwzięciem które w życie dzielnicy wprowadzało elementy jarmarku, zabawy, spotkania towarzyskiego, rewii mody.

17 grudnia 1994, jak rok wcześniej urządzono spotkanie wigilijne OGIEŃ KRZEPNIE BLASK CIEMNIEJE, na które zaproszono wyznawców innych religii. Popularność poprzednich spotkań oraz nie zamawiana przez organizatorów radiowa reklama (w programach drogowych podawano informacje o wielkim korku na Puławskiej w okolicach Królikarni i jego przyczynie), sprawiła że zjawiło się około 3000 osób. Nigdy pewnie działania Janusza Boguckiego nie wywołały aż tak gwałtownego społecznego zawirowania, jak wówczas. Można było spotkać na przykład bezdomnych dyskutujących na temat ekumenizmu z księgowymi wielkich banków i obrażonych sponsorów, którzy nie mogli pojąć, że sfinansowali przedsięwzięcie, które zupełnie wymknęło im się spod kontroli. Wymiar niezamierzonego skandalu nie zmniejszył jednak popularności organizatorów spotkania. Jeden z uczestników określił to spotkanie jako "rzeźbę kinetyczną Boguckich". Wcześniej 14 września 1994 w SARP-ie została urządzona dyskusja pod hasłem WŁADZA-MAMONA-REKLAMA-TWÓRCZOŚĆ, stała się ona okazją dla pierwszego ujawnienia się rozbieżnych postaw wobec zjawiska reklamy i roli artystów w jej tworzeniu. Ten nowy wątek zainteresowań Janusza Boguckiego ujawnił się również w dwóch ostatnich przedsięwzięciach, zorganizowanym w 1995 wiosną na Zamku Królewskim w Warszawie i óźnym latem w Wytwórni Filmów Dokumentalnych. Ta pierwsza impreza - MIĘDZY BIZANCJUM A DISNEYLANDEM starała się ukazać głębsze korzenie rzeczywistości wizualnej tak ochoczo eksploatowanej przez twórców reklamy. W dyskusji wzięli udział krytycy, historycy sztuki oraz przedstawiciele agencji reklamowych. Zaproponowana przez organizatorów perspektywa zmuszała do wychodzenia poza utarte ścieżki rozumowania zarówno przeciwników, jak i zwolenników reklamy. Starano się podkreślić związek współczesnej reklamy z tradycją ikony. W sali koncertowej, która w czasach zaborów była prawosławną kaplicą, stworzono wnętrze nawiązujące do tej jej funkcji. Odbył się w nim koncert muzyki cerkiewnej. Dziecięcy korowód wprowadzał następnie zebranych w strefę Disneylandu, w której można było zjeść ciastko McDonalda, pograć w ruletkę lub zrobić sobie zdjęcie z sobowtórem któregoś ze znanych polityków. Sala Europy, ku której zmierzała droga i refleksja była miejscem symbolicznej uczty przy dźwiękach niedokończonej opery Mozarta.

Europejskie spotkanie W DRZWIACH i ZA DRZWIAMI. PO TEJ I PO TAMTEJ STRONIE były ostatnim dziełem Janusza Boguckiego. Tym razem, tak jak w średniowiecznych Dworach Artusa goście zostali umiejscowieni przy stołach według swoich profesji i powołań. Apokaliptyczny nastrój tworzyli artyści z pogranicza kultury wysokiej i masowej uczestniczący w kolejnych częściach zatytułowanych Wielki Wiatr, Wielki Żar i Wielka Woda. Tak jak trzy poprzednie spotkania i to zakończyło się Polonezem Eschatologicznym do słów starej pieśni "Wyleciała dusza z ciała..". Janusz Bogucki zmarł 18 listopada 1995.

Aśram - od chrześcijańskiego aśramu o. Bede Griffitha, Anavim - po hebrajsku "ubodzy w duchu, cisi".