Szklane bestiarium

Głównym wydarzeniem ostatnich miesięcy w jednym z najważniejszych muzeów sztuki dekoracyjnej świata, Victoria and Albert Museum w Londynie, jest imponująca wystawa jednego z najwybitniejszych współczesnych twórców szkła artystycznego, Dale'a Chihuly. Gdyby Chihuly żył kilkaset lat wcześniej z pewnością pomawiano by go o konszachty z diabłem. Kształty w jakie zaklina roztopione szkło wydają się nieprawdopodobne. On sam jest postacią równie niezwykłą jak jego sztuka. Na stronie internetowej www.chihuly.com można zobaczyć zdjęcie, na którym artysta tłumaczy królowej Elżbiecie tajniki swej sztuki. Z czarną opaską na oku wygląda jak pirat w służbie Jej Królewskiej Mości, który z dalekich krajów przywiózł nigdy wcześniej nie oglądane cuda.

Pochodzący z Tacoma w stanie Washington, pracujący w Seattle artysta od ponad 30 lat robi oszałamiającą karierę. Tempo, w jakim to się dzieje, karze przypuszczać, że niedługo będzie go można zaliczyć do najwybitniejszych żyjących artystów. Był jednym z pierwszych twórców amerykańskich, który uczył się tajników szklarstwa w jego kolebce, na wyspie Murano położonej w pobliżu Wenecji, która od czasów średniowiecza jest głównym centrum produkcji szkła najwyższej jakości. Nie przyszło mu to łatwo. Pierwszy raz odwiedził Wenecję w 1968 roku. Stypendia Fundacji Louisa Comforta Tiffany'ego i Fulbrighta, nie zrobiły wrażenia na włoskich mistrzach, którzy potraktowali go jak ucznia zaczynającego terminować w zawodzie i zezwolili jedynie na pomocnicze prace przy przebudowie jednej z pracowni. Tak narodziła się trwająca do dziś współpraca Chihuly'ego z weneckimi rzemieślnikami, m. in. Lino Tagliapietrą, który poza tym, że niezrównany w swym fachu, działa jako nauczyciel w założonej przez Chihuly'ego Pilchuck Glass School. I poczynając od pierwszego pobytu w Stanach Zjednoczonych w 1979 roku, wykształcił w niej całe pokolenie amerykańskich twórców szkła artystycznego.

Kształty naczyń czy może raczej ,,obiektów'' Chihuly'ego z lat 70. dobrze wpisują się w swoją epokę. Ale powstające w latach 80. i później w zdecydowany sposób oddalają się od ,,nowoczesnej'' estetyki. Coraz silniej dochodzi do głosu dialog z dawną wenecką tradycją. Murano, znajdujące się w bezpiecznej odległości od Wenecji (w mieście obawiano się pożarów, jakich źródłem mogły być piece hutnicze), stało się enklawą artystów, w której nie rozmyślano za wiele o sztuce, ale ją tworzono. I to jak! Już w VII wieku produkowano w Wenecji ,,tesserae'', szklane płytki, z których powstawały mozaiki. Później, nie bez wpływu bizantyjskich rzemieślników, rozpoczęto wykonywać przedmioty zbytku, do których należały także naczynia szklane. Produkcja szkła otoczona była najściślejszą tajemnicą. Jej tajniki przekazywano z pokolenia na pokolenie. Wszelkie próby opuszczenia Murano przez mistrzów były karane grzywnami, więzieniem i galerami. Najlepszy okres dla weneckiego szkła zaczął się w 1450 roku po wynalezieniu niezwykle czystego szkła, które nazwano ,,cristallo''. Szkło weneckie w czasie renesansu i baroku osiągnęło niezrównaną delikatność, jednym z ulubionych motywów stała się filigranowa dekoracja, wyglądająca bardziej na utkaną z cienkich nitek, niż zrobioną ze szkła. Starano się w nim oddać fantastyczne, manierystyczne kształty naczyń wykonywanych ze złota i srebra. Przy tym najbardziej zachwycające dzieła pozostawały anonimowe, nie opatrywano ich na ogół żadnymi znakami, które pozwoliłyby zidentyfikować twórcę. Zbiegli z Murano mistrzowie rozpoczęli do tego jeszcze, na północ od Alp produkcję szkła ,,\'a la fa{\c{c}}on de Venise'', które czasem i dziś jest brane za szkło weneckie. Najlepsze naczynia ze zbiorów Muzeum Szkła w Murano olśniewają wyczuciem materiału - na pierwszy rzut oka XVII-wieczną paterę można wziąć za dzieło współczesne.

Wystawę w Londynie otwiera barokowy świecznik kilku metrowej wysokości w dwóch odcieniach zieleni, zawieszony pod kopułą w hallu wejściowym muzeum. Za nim szklane formy przypominające kosze --- ,,Macchia Forest''. ,,Macchia'', czyli nakrapiane, wykorzystują wszystkie z 300 barw jakimi można dekorować szkło. W niewielu technikach można uzyskać takie nasycenie i czystość barw. ,,Średniowieczny skarbiec'' - korytarz po którego obu stronach, za szklanymi szybami niczym w akwariach rozłożyły się niezwykłe stwory z kolekcji artysty, przypominające czasem stworzenia zamieszkujące rafy koralowe. Możemy podziwiać serie: ,,Kosze'', ,,Macchia'', ,,Morskie kształy'', ,,Persowie''. ,,Zestaw kształtów morskich w gwiezdnej bieli i różu poranka'' to, stosownie do tej nieco egzaltowanej nazwy, zachwycające koronkowe fantazje i wielkie bulwy nieistniejących warzyw wypuszczające pędy zakończone kwiatami. ,,Jerozolimskie cylindry'' to z kolei kształty prawie doskonale geometryczne: walce, stożki wykonane ze szkła o zadziwiającej strukturze, do których doklejone zostały odłupane jego kawały.

Bardzo ważne miejsce zajmuje cykl ,,Wenecjanie'' - inspirowane, jak twierdzi autor, przez weneckie Art Deco wazy, wazony i misy luźno nawiązują do jeszcze renesansowych form. To właśnie ta seria zapoczątkowała nowy rozdział w twórczości Chihuly'ego, który obejmuje prace prezentowane na wystawie w V and A. Powstała ona we współpracy z Lino Tagliapietrą w 1988 roku. Nad głowami widzów, na szklanym suficie rozłożono setki mniejszych przedmiotów z czerwonego szkła. Ekspozycja kończy się na dziedzińcu, gdzie umieszczony został drugi z prezentowanych na wystawie ,,Świeczników''. Wywierają one największe wrażenie swoim ogromem i maestrią wykonania, ale można przypuszczać, że najlepiej wyglądały w Wenecji, na dziedzińcach i nad kanałami, gdzie Chihuly umieścił całą ich serię, złożoną z czternastu ogromnych instalacji, powstałych w hutach Meksyku, Stanów Zjednoczonych, Irlandii, Finlandii i Włoch. Pragnął w ten sposób złożyć hołd pokoleniom bezimiennych weneckich szklarzy.

Oglądając te fajerwerki kunsztu i wyobraźni nie sposób nie dostrzec zupełnego braku związku tej sztuki z modnymi zjawiskami w sztuce współczesnej lansowanymi przez wpływowe galerie, kolekcjonerów i krytyków. Sztuka Chihuly'ego nie musi uciekać się do tanich chwytów, aby przykuwać uwagę widza. Artysta dużo bardziej ceni to, co w zawsze w sztuce było wartością: doskonały warsztat na usługach wyobraźni, która nie stawia sobie żadnych granic. Brak granic to, oczywiście, złudzenie. Jest to doskonała znajomość możliwości angażowanych do konkretnych projektów mistrzów oraz stosowanych materiałów. Razem sprawiają wrażenie umiejętności tworzenia rzeczy niemożliwych. Chihuly został wybrany ofijcalnym artystą Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2002, co będzie okazją do lepszego poznania jego twórczości.

,,Chihuly at the V and A''

Victoria and Albert Museum w Londynie

wystawa czynna do 21 października 2001

www.chihuly.com

Piotr Kopszak