Towarzystwo Nieanonimowe

Edouard Monet, Edgar Degas, Auguste Renoir, Claude Monet, Henri de Toulouse-Lautrec, Paul Gauguin to tylko niektórzy z artystów, których obrazy można oglądać w Muzeum Narodowym na wystawie malarstwa impresjonistycznego ze zbiorów paryskiego Musée d'Orsay. Francuskie muzeum z niezwykłą chojnością postanowiło odwdzięczyć się za niedawną wystawę Jacka Malczewskiego zorganizowaną w Paryżu przez warszawskie Muzeum Narodowe. Otrzymaliśmy dzięki temu możliwość obejrzenia w Warszawie obrazów, które dotąd przyciągąły tłumy głównie miast amerykańskich, gdzie organizowane co jakiś czas wystawy impresjonistów są standardowym sposobem poprawienia muzealnych funduszy. Każdy mniej więcej wie czego można się spodziewać po wystawie impresjonizmu. Z tym, że termin "impresjonizm" został tu użyty w najszerszym ze swych możliwych znaczeń.

Tylko kilku z przedstawionych na wystawie twórców brało udział w pierwszej wystawie zorganizownej przez ,,Société Anonyme'' w 1874 roku, na której według wszystkich podręczników historii sztuki miał narodzić się impresjonizm w ścisłym znaczeniu. Może lepiej byłoby powiedzieć, że mamy do czynienia z wystawą francuskiej sztuki o ambicjach nowatorstwa z drugiej połowy XIX wieku. Katalog podaje cztery definicje tego czym był impresjonizm, co zbytnio nie ułatwia sytuacji. Właściwie świadczy to tylko o tym, że już wtedy narodziła się tak dobrze nam dziś znana praktyka modernistycznego ,,ściemniania''. Sama sztuka zaczynała być już niewystarczająca, trzeba było uzbroić ją w teorię, a że teoria nie była dla każdego jasna, to już inna sprawa. Na szczęście artyści nie są w stanie na ogół zbyt ściśle trzymać się naukowych założeń. Ich wyobraźnia zawsze znajdzie sobie jakąś furtkę. A impresjoniści byli artystami w każdym calu. Tak więc, choć z samozaparciem studiowali dzieła chemika Chevreula na temat zjawisk fizycznych powodujących postrzeganie barw, to przecież lubimy oglądać ich obrazy, nie dlatego, że przy ich pomocy możemy się przekonać o prawdziwości pewnych naukowych dociekań dotyczących kolorów. Na szczęście jest w nich coś więcej. Coś co sprawia, że twarze osób, które odeszły już dawno, zdają się nadal tętnić życiem, tak jak na przykład w obecnych na wystawie obrazach Berthy Morisot.

Maria Poprzęcka zwraca uwagę na łatwość w odbiorze impresjonizmu, która była źródłem jego popularności. Ale początkowo tylko koneserzy nie mieli problemów z ich akceptacją. Przeciętny widz wychowany na akademickiej produkcji przede wszystkim nie był w stanie dostrzec w nich sztuki. Dopiero dziś wydają się nam one tak śliczne i niegroźne. W dużym stopniu dlatego, że tak dobrze je znamy. Trudno znaleźć kierunek sztuki, którego dzieła chętniej byłyby reprodukowany we wszystkich możliwych formach. Nie zawsze tak było. Wystarczy przypomnieć sobie zamieszczone w katalogu słowa Huysmansa, autora skandalizującej książki A rebours, poświęcone wizerunkom kobiet w obrazach Degasa. Artysta ten, jego zdaniem : ``obala bożyszcze nieustannie chronione -- kobietę, którą poniża, przedstawiając ją po prostu w wielkiej miednicy, w upokarzających pozach intymnych zabiegów. I aby lepiej podkreślić swoją wzgardę, wybiera ją tłustą, brzuchatą i krępą, czyli zatapia wdzięk konturów pod fałdzistymi zwałami skóry, zatracając z punktu widzenia plastycznego wszelki umiar, linię; czyni z niej w życiu, niezależnie od klasy do jakiej by należała, masarkę, rzeźniczkę -- słowem kreaturę, której wulgarność postawy i wulgarność rysów odraża, nakazuje powściągliwość, wywołuje wstręt!''. Huysmans był zapewne szczególnie wrażliwy na wymowę szczegółów, które mogłyby ujść uwadze kogoś innego, ale jego słowa oddają w tym wypadku uczucia współczesnych mu widzów. Niewiele to ma wspólnego z naszym dzisiejszym odbiorem obrazów Degasa. Powyższe słowa mogłyby odnosić się także do obecnych na wystawie prac jedynego kontynuatora jego sztuki, Henri de Toulouse-Lautreca stanowiących z pewnością jedną z większych atrakcji. Degas i Lautrec w najbardziej oczywisty sposób wychodzili w swej sztuce poza ramy encyklopedycznej definicji.

Nie znaczy to, że ci którzy studiowali z samozaparciem efekty światła o różnych porach dnia i roku byli gorsi. Monet zwłaszcza. Na wystawie znalazły się jego obrazy najwyższej klasy. Mienią się tysiącem barw, na jakie artysta tłumaczył swoje wzrokowe doznania. Koniecznie trzeba zobaczyć je z bliska, aby przekonać się jak bardzo kłamliwe są nawet najlepsze ich reprodukcje, nie mówiąc o tysiącach pocztówek z jego obrazami. Ich magia zaczyna działać, kiedy nasz wzrok przyzwyczajony do kontrastowych barw teledysków zacznie dostrzegać różnice odcieni i zestawienia barwne jakich brak w naszym najbliższym otoczeniu. To dotyczy tak samo obrazów Renoira, Pissarro i Berthy Morisot.

Trzeba tu wspomnieć jeszcze jednego artystę, który wystawiał z impresjonistami, ale pozostał osobną indywidualnością -- Edouarda Maneta. Zdaje się on być pomostem z wciąż równolegle istniejącym realizmem. Pozytywizm i kult nauki nie mogły zbyt długo angażować wyobraźni twórców. Nic więc dziwnego, że lata 80. dziewiętnastego wieku stały się okresem, kiedy poezja stała się wartością wyższą niż nauka, a uczucie odzyskało należne mu miejsce. Kwiaty Van Gogha nie są już tylko malarskim studium. Kolory zaczynają znowu oznaczać konkretne emocje, a jakie? Tu już jest pole dla wyobraźni widza. Jednymi z najciekawszych na wystawie są prace Gauguina i to nie tylko obrazy, ale także niezwykłe naczynia o ludzkich rysach. Nie sposób nie wspomnieć o obecnych tu nabistach, którzy ze swej sztuki uczynili mistyczny rytuał. Ich spotkania w ,,Świątyni'', jaką była pracownia Paula Ransona posiadały rozbudowaną liturgię, oczywiście istniały w niej też przedmioty kultu, takie jak obraz Serusiera ,,Talizman''. Dziś ich obrazy mogą razić swoją naiwną powagą, ale ona też stanowi o ich pewnym wdzięku. Jest też coś zadziwiająco surrealistycznego w ich atmosferze. Niewątpliwą zaletą wystawy jest zaprezentowanie mniej znanych prac uznanych twórców, które zaskakują swoją klasą. Może takie wystawy staną się czymś mniej wyjątkowym w przyszłości. Ostatni raz podobna wystawa francuskiej sztuki 19. i początku 20. wieku odbyła się w warszawskim muzeum w 1937 roku.

2000-12-19

Aktivist, nr 13, 2.02-16.02.2001, s.17.