O Januszu PasierbieRozmawialiśmy o miłości. I o tym, że tak rzadko się o niej rozmawia. I o byciu ojcem, moim i jego, gdy przyjąwszy Sakrament Kapłaństwa, stał się ojcem starszych od siebie. Dla swoich studentów był ojcem nad wyraz łagodnym. Na egzaminach stawiał na ogół piątki i czwórki. Raz tylko widziałem go, gdy ze wzburzeniem opowiadał o delikwencie, który licząc na jego pobłażliwość przyszedł zupełnie nieprzygotowany na egzamin ze sztuki renesansu, nie znając nawet Stanz Rafaela. Na wykładach nigdy nie brakowało słuchaczy. Tu niepotrzebne były żadne listy obecności. Pomimo tego, że w miarę upływu czasu prowadzenie zająć stawało się dla księdza Janusza coraz bardziej przykrym obowiązkiem, jego wykłady były zawsze inspirujące. Z biegiem lat rezygnował z początkowej szczegółowości wykładu i ograniczał się tylko do twórców najwybitniejszych. Wydaje mi się, że trudno mu byłoby pogodzić się ze świadomością, że swoją obecnością może być źródłem czyjegoś dyskomfortu, nawet w takich sytuacjach jak przekazywanie innym swojej wiedzy. Dlatego często przerywał tok wykładu, aby opowiedzieć jakąś anegdotę, albo pytał o coś, aby przynajmniej przez chwilę jego monolog stał się dialogiem. Dzięki swemu nieco gombrowiczowskiemu poczuciu humoru zawsze potrafił dotrzeć nawet do najbardziej zmęczonych studiami. Sfera słowa była mu bliższa, pragnął studiować polonistykę a nie historię sztuki, w swoich wykładach również większą uwagę poświęcał temu, co obrazy mówią, niż jak wyglądają. Był przy tym niezwykle wrażliwy na kwestie formy, wielokrotnie wspominał jedno pozornie błache wydarzenie, które odcisnęło się w jego pamięci. Jeden z naszych kolegów zorganizował projekcję filmu o sztuce, nie pamiętam zresztą jakiego, w Instytucie Włoskim. Gdy już wszyscy się zebrali, zjawił się, popatrzył chwilę na zgromadzonych i zdejmując swój jedwabny szalik, zaprosił wszystkich do sali mówiąc: "No, to zaczynamy." Było coś nieuchwytnego w tej małej ceremonii, coś co sprawiło że stała się bardziej godna zapamiętania, niż film który mieliśmy obejrzeć. Seminarium magisterskie i doktoranckie zarazem, teoretycznie poświęcone ikonografii nowożytnej sztuki kościelnej, było miejscem gdzie rozmawiano na wszelkie tematy, które mogłyby interesować jego uczestników. Oprócz dusz czyśćcowych, Aniołów Stróżów czy ikonografii mszy świętej, naszą uwagę zaprzątały okładki płyt z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych w latach 70., a także fenomen polskiego punk-rocka. Ksiądz Janusz z wyjątkową cierpliwością znosił nasze muzyczne fascynacje, potrafił z uwagą przyglądać się rzeczom dla innych marginalnym. Był jedyną znaną mi osobą, która słuchała Komedy na festiwalu jazzowym w Sopocie w 1956 roku, co budziło mój podziw, a jednocześnie ułatwiało znalezienie wspólnego języka. W czasie gdy byłem pod wrażeniem awangardowego angielskiego zespołu "Current 93", słuchaliśmy razem jego utworu "Mystical Body of Christ in Chorozaim", muzyki, która raczej nie może budzić spontanicznego zachwytu. Ksiądz Janusz był zaskoczony tak dobrą znajomością Ewangelii w kręgu undergroundu, ale stwierdził wówczas że jest to pewnie możliwe tylko w kręgu kultury protestanckiej, w Polsce niewiele osób związanych z undergroundem wiedziałoby czym jest Mistyczne Ciało Chrystusa, ani gdzie leży Korozaim Wiele osób pragnęło pisać pod jego kierunkiem prace magisterskie, choć wiadomo było z góry że pisząc ją nie otrzyma się żadnego gotowego przepisu czy listy lektur i że nie zostanie się poprowadzonym za rączkę, byłaby w tym przecież pewna presja, przymus, coś co księdzu Januszowi było zupełnie obce. Wiedział że wartościowe rzeczy mogą powstawać jedynie w sferze wolności. Kiedy rozmawialiśmy o jego projekcie serii prac poświęconych ikonografii nowożytnej sztuki kościelnej w Polsce, na którą miały się składać prace magisterskie i doktorskie uczestników jego seminarium, mówił zawsze że on ukończenia prac nad nim nie dożyje, co zawsze budziło ogólną wesołość słuchaczy. Niestety nie wygląda na to, żeby Akademia Teologii Katolickiej mogła doprowadzić jego dzieło do końca. Użyteczności tej pracy nie sposób przecenić, może zatem ktoś inny w przyszłości podejmie ten temat i doprowadzi do końca zainicjowane przez księdza Janusza opracowanie. | |