Fotografie Annie LeibowitzNareszcie po długiej przerwie w Zamku Ujazdowskim wystawa, której nie wolno przegapić. Annie Leibowitz, niegdyś dyrektor fotograficzny Rolling Stone, przywiozła swoją retrospektywę. Warto zobaczyć jej zdjęcia, nie dla ich walorów technicznych, lecz ze względu na ludzi i zdarzenia, które przedstawiają. I to przedstawiają w sposób często odkrywczy, czasem zabawny, a prawie zawsze poruszający. Podsumowaniem całej wystawy jest jedna fotografia. Demi Moore w pokoju hotelowym, w stroju panienki z rewii, opiera się o telewizor na którego ekranie widać krzesło elektryczne. Nie chodzi tu tylko o przeciwstawienie sobie blichtru współczesności i jej rzeczywistego wymiaru, ale wielości światów, jakie istnieją jednocześnie obok siebie. Zdjęcia ze szpitali w Sarajewie sąsiadują z fotografiami dziewcząt z Bally's Casino w Las Vegas w strojach kabaretowych. Portret Vaclava Havla znalazł się obok zaciętej gęby Evandera Hollyfielda. Hipisowskie pamiątki z Joan Baez i wielu innymi muzykami i "aktywistami politycznymi" protestującymi przeciw wojnie w Wietnamie zostały spuentowane fotografiami z uroczystości rezygnacji Nixona. To specjalna część dla dzisiejszych neo-hippisów. Poza tym dużo portretów osób doskonale znanych skądinąd. Ale w nieco innych dekoracjach, często w domowych wnętrzach, bez pudru i blasku reflektorów. Najsympatyczniejsze chyba zdjęcie Louisa Armstronga w kapciach, z trąbką. Inni pokazywani również w domowych wnętrzach. Nie ma w tym jednak przekonywania na siłę - patrzcie to wszystko zwykli ludzie, tacy jak wy! Tak bardzo amerykańskiego i tak bardzo nieszczerego. Jest kilka zdjęć złowrogich: zdjęcie bombowca którego znany kształt rysuje się na ciemnym niebie, ale także zdjęcia sportowców z Olimpiady w Atlancie. Pozornie pozbawione jakiejkolwiek wymowy, kojarzące się jednak nieodparcie z kultem tężyzny fizycznej z czasów III Rzeszy i realnego socjalizmu. Większość zwiedzających przychodzi przyciągnięta, znanym nieco ponad miarę portretem Johna Lennona i Yoko Ono. Prawie każdy z wychodzących zapamiętuje zabawne charakterystyki przedstawionych postaci, oczywiście przede wszystkim "przedsiębiorczynię w branży seksualnej". Ale największym osiągnięciem tej wystawy jest ukazanie, że fotografia nie znosi klisz. Tylko wtedy jest dobra, gdy nie powiela zastanych schematów. Dziewczęta z Las Vegas mogą dobrze wyglądać na scenie, ale na zdjęciach Leibowitz zmarszczki na ich twarzach tak samo mówią o upływaniu czasu, jak zdjęcie chirurgów usiłujących uratować rannego żołnierza w Sarajewie. | |