Nie tylko IKEAMuzeum Narodowe w Sztokholmie otwiera nowy rok długo oczekiwaną ekspozycją wzornictwa przemysłowego XX wieku. Dominują na niej dzieła projektantów szwedzkich choć nie zabrakło również prac innych twórców. Wystawę rozpoczyna secesyjna ceramika i szkło, czasem nawiązujące do form wypracowanych przez przez Emila Galle, ale nie stroniące również od modnych w Europie początku XX wieku narodowych wzorów. W dalszej części można oglądać rozmieszczone w porządku chronologicznym meble, tkaniny, przedmioty codziennego użytku. Chęć zaprezentowania jak najpełniejszego obrazu twórczości szwedzkich projektantów spowodowała pewną, nieuniknioną chaotyczność ekspozycji, która momentami bardziej przypomina wnętrze sklepu, niezwykłego sklepu, to prawda, a nie wystawę dzieł sztuki. Wnętrze muzealne powinno mimo wszystko rządzić się odmiennymi regułami, nie tylko za sprawą magii miejsca, ale przede wszystkim dzięki stosownej prezentacji może ono podnieść rangę pokazywanych przedmiotów, co akurat w tym wypadku nie zostało w pełni wykorzystane. W części poświęconej w głównej mierze okresowi międzywojennemu Art Deco konkurowało z funkcjonalizmem. Znalazły się tu przedmioty pochodzące z wystawy wyposażenia domu zorganizowanej w 1917 roku w Sztokholmie przez Svensk Form - najstarszą na świecie, bo powstałą już w 1845 roku, organizację zajmującą się sztuką użytkową. Wielokrotnie wspominano o szczęśliwym dla szwedzkiego wzornictwa zapóźnieniu przemysłu dziewiętnastowiecznej Szwecji w porównaniu z zachodnią Europą. To właśnie troskliwie pielęgnowana tradycja rzemieślnicza sprawiła, że produkty szwedzkie mogły zawsze szczycić się dobrą jakością wykonania. Niezależnie od tego czy ogląda się, pochodzący z lat dwudziestych, kabinet Evalda Dahlskoga, którego cała przednia część jest pokryta intarsją z egzotycznego drewna przedstawiającą żółwie, czy niezwykle harmonijnie zaprojektowany, funkcjonalistyczny fotel Eskila Sundahla z 1930 roku, ma się świadomość tego, że to właśnie wysoka jakość wykonania tych przedmiotów w dużym stopniu decyduje o ich atrakcyjności. Warto tu wymienić zwłaszcza produkty firmy Svensk Tenn, która nadal wytwarza meble zaprojektowane jeszcze w latach dwudziestych. Niektóre z prezentowanych obiektów były częścią szwedzkiego pawilonu, który odniósł duży sukces na Wystawie Światowej w Paryżu w 1925 roku. Zdobiły go, między innymi, obecne w ekspozycji szkła z fabryki Orrefors. Meble pochodzące z lat trzydziestych zapowiadają już styl, który miał w latach czterdziestych i pięćdziesiątych kojarzyć się ze skandynawskim wzornictwem. Miękie, zaokrąglone kształty, doskonałe proporcje i drewno, najczęściej o naturalnej barwie, jako podstawowy materiał. Lata pięćdziesiąte to okres ofensywy skandynawskich firm, które mogły zaproponować produkty wytwarzane masowo, ale niepozbawione wdzięku i elegancji. Momentem kulminacyjnym skutecznej kampanii promocyjnej była wystawa "Scandinavian Design" prezentowana w latach 1954-56 w Stanach Zjednoczonych. Meble skandynawskie (w tym w dużej mierze szwedzkie) zdobyły światowe rynki. Beatlesi napisali piosenkę "Norwegian Wood", choć akurat norweskich mebli nie sprzedawano zbyt wiele. Dziś możemy na nie spojrzeć w nowy sposób. Po ekscesach postmodernizmu i okresie surowości we wzornictwie, jaka po nim nastąpiła, wyglądają znowu atrakcyjnie. Galeria ukazująca sztukę użytkową XX wieku byłaby niepełna, gdyby zabrakło w niej przykładów wzornictwa przemysłowego. Znalazł się tutaj więc zarówno telefon "Erica" jak i robot kuchenny z lat pięćdziesiątych. W przejściu prowadzącym do sali, w której zaprezentowano najnowsze prace, można zapoznać się z procesem projektowania przemysłowego. Nie chodzi tu jednak o projektowanie na samochodów, czy sprzętu grającego najnowszej generacji, lecz, z pozoru najzwyklejszej, szczotki do mycia naczyń. Z tym, że właśnie ta szczotka stała się przedmiotem, który znają pewnie wszyscy Szwedzi. Sala zamykająca ekspozycję była próbą uporania się z problematyką twórczości ostatnich kilkudziesięciu lat. Nie sposób nie wymienić plastikowego krzesła "Panton" autorstwa duńskiego projektanta Vernera Pantona, który zasłynął z psychodelicznych wnętrz, tworzonych przy pomocy pianek i pluszy, o kolorystyce bliskiej estetyce op-artu. Co ciekawe Panton zręby tej estetyki, kojarzonej z latami siedemdziesiątymi, tworzył już pod koniec lat pięćdziesiątych. Krańcowym przeciwieństwem krzesła Pantona, było krzesło Jonasa Bohlina wykonane z ... betonu. Rzadko zdarza się aby mebel mógł stać się źródłem skandalu. Być może jest to możliwe tylko w kraju takim jak Szwecja, gdzie przywiązuje się ogromną wagę do wyglądu najbliższego otoczenia. Dość powiedzieć, że żadna duża inwestycja publiczna, niezależnie od tego czy jest to stacja metra, czy autostrada nie może się obejść bez osoby odpowiedzialnej za jej kształt artystyczny. Krzesło Bohlina zostało uznane za policzek dla zawsze drogiej szwedzkim twórcom tradycji funkcjonalizmu. Bohlin jest artystą niezwykłym, romantykiem dla którego realizacja własnych marzeń jest ważniejsza od poszukiwania doskonałości formy. W 1994 roku zorganizował wyprawę łodzią wiosłową ze Szwecji do Paryża. Łódź tę sam zaprojektował, podobnie jak każdy szczegół jej wyposażenia, a także stroje wioślarzy. Jednym z ostatnich jego projektów jest biurko, które zgodnie z obowiązującymi obecnie standardami, posiadało niszę, w jaką zwykle wstawia się komputer. Bohlin wstawił tam kamień, bo według niego ,,ma on większą pamięć wewnętrzną niż komputer''. Można zrozumieć, że zabrakło miejsca na więcej niż jeden jego mebel, bo wystawa i tak sprawia wrażenie nieco stłoczonej, ale w tym wypadku na pewno należy tego żałować. Okres po post-modernizmie trudno poddaje się konceptualizacji i dlatego organizatorzy zdecydowali się na pewien wybieg nazywając go "czasem różnorodności". Rzeczywiście, obok "barokowych" naszyjników z pereł, znajdowały się tu przedmioty obdarzone prostotą wiecznie żywego funkcjonalizmu, a także obiekty, których funkcja wydawała się dość wątpliwa, jak "lodowa hulajnoga", która zamiast kółek miała płozę. Utrzymana w karminowej tonacji, o opływowych kształtach nawiązujących do estetyki aut sportowych, świadczyła o tym, że i projektanci form przemysłowych nie muszą być pozbawieni poczucia humoru. Wystawa daje dość dobry obraz dokonań szewdzkiego wzornictwa w XX wieku choć wątpliwości budzi przyjęta formuła. Eksponaty mają być zmieniane, nie istnieje więc żaden katalog pokazywanej kolekcji. Sugeruje to, że albo w ramach prezentowanego zespołu nie istnieją dzieła szczególnie ważne, albo że jest ich aż tyle, że to co widzimy jest jedynie wycinkiem potencjalnie dużo większej całości. Ta niechęć do sformułowania kanonu szwedzkiego wzornictwa utrudnia umiejscowienie go w perspektywie sztuki światowej, choć obecne na wystawie dzieła innych artystów europejskich pozwalały lepiej uzmysłowić sobie różnicę na przykład pomiędzy funkcjonalizmem holenderskim i niemieckim, a szwedzkim. Trudno uznać za w pełni udaną formę ekspozycji. W nagromadzeniu jakie panowało na wystawie poszczególne eksponaty nie mogły ujawnić w pełni swoich zalet. Niezależnie od tych mankamentów mamy okazję obcowania z przedmiotami pięknymi, funkcjonalnymi, wykonanymi w sposób budzący podziw, możemy tylko żałować, że nie znajdziemy ich w IKEA.
Den moderna formen 19002000, Nationalmuseum, Stockholm Strony WWW poświęcone wzornictwu szwedzkiemu: www.svensk-form.se www.designmuseum.se www.scandinaviandesign.com | |