Kilka uwag o śmierci, zabijaniu i ich wizerunkuWarto przypomnieć fakt, o którym mogliśmy się niedawno dowiedzieć, na przykład, oglądając program "Sztuka informacji" w telewizji Polsat. Otóż w kilku amerykańskich stacjach telewizyjnych zaprzestano nadawać ostatnio filmy zawierające brutalne sceny przemocy, tak charakterystyczne, jak sądzi się z europejskiej perspektywy, dla kultury amerykańskiej. Przy okazji okazało się, że popularność owych stacji wcale z tego powodu nie zmalała. Wręcz przeciwnie, liczba oglądających zwiększyła się. Wydaje się, że zjawisko to obala rozpowszechniony pogląd, według którego pokazywanie przemocy jest gwarancją zdobycia jak największej liczby widzów. Wiele osób przyjęło z nadzieją tę informację, bowiem skoro okazuje się że to co było dotąd uważane za najbardziej komercyjne, takie komercyjne wcale nie jest, można liczyć, że przestanie odgrywać dominującą (i szkodliwą, to wiadomo już od pewnego czasu) rolę w repertuarach telewizji na całym świecie. Radość być może jest jeszcze przedwczesna, bo mogło się tak zdarzyć, że nagła popularność owych "odważnych" stacji telewizyjnych jest zjawiskiem nietrwałym, mogącym zaistnieć tylko w otoczeniu przesyconym przemocą i gwałtem na zasadzie kontrastu, nie mającym samoistnej racji bytu. Trudno sądzić, że przemoc w mediach przestanie istnieć. Prawdopodobne jest, że nastąpi podział rynku wynikający ze specjalizacji, jedne stacje będą "moralne" inne "niemoralne". Może zresztą będą to te same stacje, tylko ich repertuar będzie się co jakiś czas zmieniał w zależności od fluktuacji zapotrzebowania widzów na przemoc, jakie moim zdaniem nie przestanie istnieć, dopóki nie pojawią się nowe środki techniczne. Można zapytać, co mają wspólnego materialne uwarunkowania przekazu z jego treścią. Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba najpierw przypomnieć pewną oczywistość, która jest tak podstawowa, że prawie się o niej nie myśli. Powstanie telewizji wynikało z chęci zaspokojenia potrzeby prawdy. Prawda jest przedmiotem rozmaitych realizmów. Wytwórcy telewizorów nadal odwołują się do realizmu jako ideologii uprawniającej ich wysiłki. Każdy nowszy telewizor jest coraz bardziej realistyczny. I oczywiście odsyła poprzedzające go urządzenia w sferę fałszu, zniekształcenia obrazu. Interesujące byłoby zastanowienie się nad retoryką reklam jakie mają nas skłonić do zakupu. Tu, zdaje się, nie ma za grosz realizmu, więcej, jest to czasem jawne naigrawanie się z niego. Fantastyczne przechodzenie światów jednych w inne, niemożliwa w rzeczywistości sprawność jego bohaterów. A więc nie prawda tylko fantazja. Do pewnego stopnia. Jest bowiem jeden ich wspólny mianownik, patologiczna wręcz ostrość konturów. Nie przypominam sobie żadnej reklamy telewizora, w której coś byłoby zamglone, niewyraźne, nieczytelne (ten sam chwyt stosuje także Horowitz w swoich fotograficznych collage'ach, wszystko jest w nich nienaturalnie ostre, ale przez to bardziej realistyczne, oko ludzkie nie jest w stanie widzieć ostro jednocześnie tego co jest blisko i daleko, oraz tego co jest w ruchu, ale może to zobaczyć na płaskim obrazie Horowitza, który widzi ostro bez wysiłku, fantastyczne zestawienia nie zmniejszają odczucia realizmu). | |