Okolice impresjonizmu: Mistrzowie udanej lekkościDwa największe muzea nowojorskie zorganizowały wystawy artystów określanych w XIX wieku jako ,,twórcy środka'' (juste milieu): Johna Singera Sargenta i Williama Merritta Chase'a. Obaj zdobyli popularność jako niezwykle utalentowani portreciści specjalizujący się w reprezentacyjnych portretach wykonywanych z zadziwiającą maestrią. Swoboda i zamaszysty gest pędzla sprawiły, że ich portrety wydawały się powstawać bez żadnego wysiłku. Ten świetny efekt został okupiony latami wysiłku i studiów w najlepszych europejskich akademiach. Obie wystawy eksplorują jednak inny, mniej znany rozdział ich twórczości. Szkice, pejzaże i widoki miejskie, w których najwyraźniej widać jak niewiele różniło ich od paryskich impresjonistów. Dzieciństwo Johna Singera Sargenta fascynujące, za sprawą nomadycznego stylu życia jego rodziców, nadało niezatarte piętno jego artystycznemu rozwojowi. Ojciec, Fitzwilliam Sargent, był lekarzem, pochodził ze starej rodziny z Nowej Anglii, matka, Mary Newbold Singer, była córką kupca. Dzięki jej stałym dochodom Sargentowie mogli pozwolić sobie na życie w Europie. W zbiorach Metropolitan Museum eksponowanych na wystawie znalazły się wczesne rysunki z odwiedzanych w dzieciństwie Włoch i Szwajcarii. Prowadzony przez jego rodziców tryb życia zakładał spędzanie zimy we Florencji, Rzymie lub Nicei, zaś lata w Alpach. Alpejskie pejzaże malowane w wieku kilkunastu lat świadczą o dojrzałości i wczesnym, poprzedzającym studia, opanowaniu realistycznego warsztatu. Sargent początkowo studiował we Florencji, jednak tamtejsza Akademia pod koniec 19. wieku nie mogła się już równać z uczelniami artystycznymi północnej Europy. Po roku wybrał studia w Paryżu u Carolusa-Durana, który dał się poznać początkowo jako odważny realista, po to by następnie stać się popularnym portrecistą. Jego wpływ na Sargenta był istotny, ale nie decydujący o czym świadczą pochodzące z późniejszego okresu szkice. Natomiast wykonany jeszcze w czasie studiów portret tego malarza jest w porównaniu z nimi niemal oschły w swym dążeniu do realizmu. Paryskie studia rozwinęły technikę Sargenta, lecz źródło głębszych inspiracji odnalazł on w Hiszpanii. Pobyt w Madrycie był okazją dla odkrycia twórczości Velazqueza. Jego efektem był obraz, który odnosił wielkie sukcesy w swoim czasie -- wizerunek tancerki flamenco zatytułowany ,,El Jaleo''. Szkice do tego obrazu, jak i innych wykonanych w końcu lat 70. i początku 80. XIX wieku, świadczą o jeszcze akademickim sposobie tworzenia tych, nowatorskich w swej ekspresji, obrazów. Sargent śledził z uwagą życie artystyczne Paryża. Bardzo wcześnie zetknął się z twórczością impresjonistów. Stał się przyjacielem Moneta i z pewnością wiele skorzystał z możliwości podglądania jego sposobu malowania. Na przełomie lat 80. i 90. odwiedzał go wielokrotnie w Giverny, choć mieszkał już w tym czasie w Anglii. Z tego okresu pochodzi szereg studiów, które mogłyby z powodzeniem zawisnąć na wystawie impresjonistów. W wykonywanych na zamówienie portretach nie mógł pozwolić sobie na takie eksperymenty chromatyczne, ich kolorystyka musiała być określona z jednej strony przez wymagania zamawiającego, a z drugiej przez obowiązujące konwencje. Nic więc dziwnego, że w końcu zrezygnował z malowania ograniczających jego swobodę dużych reprezentacyjnych wizerunków, które wymagały co najmniej 8 sesji. Po roku 1900 wykonywał jedynie szkice portretowe węglem, na co potrzeba mu było tylko kilku godzin, zwracają na to uwagę autorki wystawy. Nie znaczy to, że po 1900 roku nie powstały żadne ciekawe portrety olejne. Obecny na wystawie wizerunek ojca Sebastiano, oglądającego zebrane rośliny, być może z zamiarem opisania ich w zielniku, jest bardzo interesujący. Bliski jest w nim obrazom symbolistów. Okazją do kontynuowania impresjonistycznych zainteresowań były szkice tworzone podczas licznych podróży. Marzeniem każdego niemal artysty 2. połowy XIX wieku było uzyskanie zamówienia na dekorację monumentalną. Sargent wykonał szereg takich projektów, dziś niemal całkiem zapomnianych, które dawały mu pieniądze i dużo większy prestiż niż portrety. Obecne na wystawie szkice przygotowawcze nawiązują z jednej strony do jeszcze barokowej tradycji, z drugiej wydają się świadczyć o szerszym niż w przypadku portretów marginesie swobody, jaki pozostawiali mu zamawiający. Nieoczekiwaną pointę stanowią rysunki z frontu I wojny światowej. Chciałoby się powiedzieć, że są impresjami pokazującymi, najbardziej zewnętrzną, przypadkową powierzchnię życia, nie mającą prawie żadnego związku z istotą przeżyć przedstawianych na nich osób. Żołnierze kąpiący się w rzece, lub odpoczywający na brzegu, zdają się kompletnie oderwani od otaczającego teatru wojny. Pozostaje domyślać się dlaczego ten, zdawałoby się, kłamliwy w swej wymowie obrazek, ma walor prawdziwości nieobecny w ,,melodramatycznej panoramie bólu'' ogromnym płótnie ,,Zagazowani'', przedstawiającym oślepionych gazem bojowym żołnierzy? William Merritt Chase, choć odbył studia w Europie i często do niej powracał nie osiedlił się w niej na stałe. Starszy od Sargenta tylko o 7 lat, należał do generacji, która ceniła Monachium wyżej od Paryża. Po powrocie do Ameryki zdobył popularność właśnie dzięki swemu monachijskiemu stylowi. Wkrótce stał się on jednak przeszkodą w jego karierze. Publiczność i krytycy oczekiwali czegoś autentycznie amerykańskiego. W latach 1886-90 Chase zmienił radykalnie swoje malarstwo. Wykonał szereg widoków miejskich Brooklynu i Manhattanu, które obecnie po raz pierwszy od ponad stu lat zgromadziło na wystawie Brooklyn Museum of Art. Wybierał dla swych obrazów miejsca szczególne -- parki i okolice brooklińskich doków. Należy dodać tu kilka słów o szczególnym znaczeniu jakie miały te miejsca w Nowym Jorku. Katalog wystawy świetnie wyjaśnia znaczenie Nowego Jorku jako miasta portowego oraz okoliczności powstania Central Parku i innych parków w Brooklynie. Były one postrzegane jako świadectwo osiągnięcia przez Nowy Jork standardu porównywalnego z miastami europejskimi takimi jak Londyn i Paryż. Chase wybierając ten temat chciał z jednej strony zaakcentować nowoczesność swego malarstwa, a z drugiej dać wyraz dumie nowojorczyków z rozwoju swego miasta. Mniej zależało mu na eksperymentach formalnych. Ale jego sceny parkowe mają jeszcze jeden aspekt. Większość z nich powstała tuż po jego ślubie i urodzeniu się pierwszego dziecka. Jego rodzina często pojawiają się na obrazach. Chase wybierał miejsca, które mogą się wydawać zupełnie niereprezentatywne dla Nowego Jorku. Gdy ogląda się przechadzające się lub wypoczywające damy z dziećmi w jego idyllicznych scenkach, tak odmiennych w swym nastroju od zatłoczonych i pełnych gwaru ulic nowojorskich można pomyśleć, że to zupełnie inne miasto. Łatwo też przeoczyć ich autentyczne nowatorstwo. Na szczęście doskonale napisany katalog zwraca uwagę na tak dla dzisiejszego widza trudno zauważalne szczegóły jak sposób patrzenia osoby portretowanej, jej poza, dla nas czasem po prostu naturalna, a zgodnie z 19. wiecznymi zasadami niedopuszczalnie swobodna, czy niespotykany wcześniej sposób komponowania postaci w przestrzeni. Liczne odwołania do książek takich jak ,,Decorum: Praktyczny traktat etykiety i stroju wyborowego towarzystwa amerykańskiego'' sprawiają, że jest on świetnym źródłem do poznania nie tylko sztuki Chase'a, ale także atmosfery 19.wiecznego Nowego Jorku opisywanego przez Edith Wharton. Chase, podobnie jak Sargent, był postacią towarzyską. Życie towarzyskie końca 19. wieku było podporządkowane poszukiwaniu stylu. To samo dążenie charakteryzuje również jego malarstwo. W jego obrazach często mało widoczny szczegół świadczy o klasie jego sztuki. Na jednym z nich, zbudowany w kształcie słonia hotel ,,Colossus'', będący jedną z głównych atrakcji Coney Island, został zredukowany do niewielkiej plamki na horyzoncie podczas gdy większą część obrazu zajmują niezbyt atrakcyjne krzaki. Ten zwrot zainteresowania ku temu co codzienne i zwyczajne jest zwykle uważana za jedną z najważniejszych cech rodzącej się nowoczesności. Było to również wyrazem wiary w możliwości własnej sztuki, która jest w stanie z tematu pozbawionego wagi uczynić interesujące dzieło. Obie wystawy pokazują, że w końcu 19. wieku także malarze, którzy nie byli związani z awangardowymi środowiskami, potrafili tworzyć dzieła o impresjonistycznym charakterze. W istotny sposób wzbogacają naszą wiedzę o impresjonizmie jako źródle nowoczesnych postaw artystycznych. | |